Translate

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Wakacje!



Oto opowieści dziwnej treści na zetlałej kartce kopiowym ołówkiem spisane, w wiklinowym koszu na strychu starego domostwa znalezione... Czy prawdziwe? Czy zmyślone?

------------------------------------------------

Zbliżał się koniec roku szkolnego. Pamiętacie ten jedyny w życiu zapach lata, wakacji i swobody? Ale zanim ten błogi czas dla dzieci – uczniów wiejskiej szkółki – nastał, musiały się one wywiązać z nałożonego przez Pana Kierownika zadania zapewnienia rybkom ze szkolnego akwarium odpowiedniej ilości planktonu. Po rozwielitki i inne żyjątka chodziło się na nieodległe torfowiska, w miejscowym narzeczu zwane „kule torfowe”, czyli miejsca po wykopanym torfie. Wypełnione były one wodą, w której żyło mnóstwo tych strasznych stworzeń.

Po rozdaniu świadectw Pan Kierownik wyznaczył mnie i Jóźka – kolegę ze starszej klasy – do wykonania zadania. Byłam przerażona! Nie żebym miała coś przeciwko Jóźkowi, nie, ale te torfowiska! Bałam się, że grząskie łąki nagle zapadną się i pochłoną mnie na zawsze i bez śladu. Żadne wykręty jednak nie wchodziły w rachubę. Zaraz po rozdaniu świadectw Pani Kierownikowa wręczyła nam słoiki z podziurkowanymi pokrywkami i pomaszerowaliśmy.

Idziemy więc tymi pięknymi, czerwcowymi łąkami, oczywiście na bosaka. Łąki pachną oszałamiającym zapachem skoszonej trawy i ziela. Nałapaliśmy paskudztwa i wracamy, a Józiek wciąż przechwala się swoim pobytem w szpitalu powiatowym i to na chirurgii, bo rękę złamał. No i miał ją nawet jeszcze w gipsie albo co najmniej na temblaku, dokładnie już nie pamiętam, bo to ze sto lat temu było! Gadał tak i gadał o tym szpitalu i w dodatku o jakiejś fajnej dziewczynce z sąsiedniej sali, a we mnie złość rosła, trochę dlatego, że to nie ja jestem tą dziewczynką, ale przede wszystkim dlatego, że nigdy nie byłam w szpitalu i nigdy nawet palca nie miałam złamanego! Okropnie mu zazdrościłam.

Wreszcie miałam dość tych jego przechwałek. W pewnej chwili spostrzegłam, że na mojej drodze leży zemsta! Józiek był tak przejęty swoją opowieścią, że zupełnie nie zwracał uwagi na... piękno przyrody, leżące tuż przed jego stopami. Mogłam go spokojnie naprowadzać na cel. Efekt był piorunujący! Byłam wyrośniętą dziewczynką, nogi miałam długie. A Józiek? Cóż, z ręką w gipsie i nogą w krowim placku biegł wolniej!

------------------------------------------------
 Wesołych wakacji!


















ołówek kopiowy







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz