Translate

piątek, 13 kwietnia 2018

Urodzony w niewoli, okuty w powiciu...



















Włodzimierz Arwaniti







Informacje o dacie urodzin przyszłego pułkownika artylerii Wojska Polskiego są sprzeczne. Muzeum Wojska Polskiego podaje dzień 16 sierpnia 1890 roku, Wikipedia zaś 6 września tegoż roku. Nie ma zaś sprzeczności co do miejsca urodzenia – to Rawa Mazowiecka w ówczesnej guberni piotrkowskiej.

Dlaczego wybrał karierę żołnierza?

Jako zaledwie 22-letni mężczyzna ukończył Michajłowską Akademię Artylerii w Petersburgu (był to rok 1912). Przez sześć następnych lat służył w Armii Imperium Rosyjskiego. Jednak w marcu 1918 spotykamy go już w dywizjonie artylerii konnej I Korpusu Polskiego dowodzonego przez generała Józefa Dowbor-Muśnickiego.

Sytuacja na froncie I wojny światowej oraz wewnątrz Rosji spowodowały, że I Korpus Polski
musiał opuścić twierdzę w Bobrujsku. Ostatni transport wojsk wyruszył do kraju w lipcu 1918 roku. Być może wtedy Włodzimierz Arwaniti powrócił do kraju, by w listopadzie w stopniu kapitana zostać przyjętym do tworzonego właśnie Wojska Polskiego. Otrzymał przydział  do 1. Pułku Artylerii Polowej Legionów, z którym wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W jego karierze zawodowej znajdziemy jeszcze 9 Pułk Artylerii Polowej w Białej Podlaskiej i 3 Pułk Artylerii Ciężkiej w Wilnie.

W. Arwaniti szybko awansował, bo wyróżniał się cechami ważnymi u dowódcy: trafną oceną sytuacji, szybkością podejmowania decyzji, zdecydowaniem, ważne były też jego kwalifikacje moralne. W latach 1927-1928 pełnił obowiązki dowódcy Pułku Manewrowego Artylerii w Toruniu-Podgórzu. Od kwietnia do grudnia 1929 r. pełnił obowiązki dowódcy 28 Pułku Artylerii Lekkiej w Zajezierzu, a funkcję zastępcy dowódcy tego oddziału do 1931 r. Od 1931 do 1935 dowodził 14 Dywizjonem Artylerii Konnej w Białymstoku.

W 1938 r. Włodzimierz Arwaniti otrzymał awans na pułkownika i przeniesienie służbowe do Grodna, gdzie 25.08.1939 w czasie mobilizacji alarmowej został dowódcą Artylerii Dywizyjnej.

W kampanii wrześniowej na czele swojego pułku walczył na Lubelszczyźnie. 13 września został ciężko ranny, podczas ewakuacji całego szpitala polowego trafił na wschód. Po 17 września dostał się do sowieckiej niewoli i wraz z tysiącami jeńców wojennych trafił do obozu w Starobielsku.


Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu...

Wiosna 1940 roku była ostatnią wiosną w życiu tego 50-letniego żołnierza i nie była to wiosna nadziei...

Czy był człowiekiem spełnionym? Dzisiejsi pięćdziesięciolatkowie nie będą mieli trudności z odpowiedzią.

Walczył o wolny, niepodległy kraj, o suwerenną ojczyznę. W walce z jej wrogami dosłużył się wysokiej rangi oficerskiej, dowodził różnymi formacjami. W warunkach pokojowych za dwa lata, w 1942 r. obchodziłby jubileusz 30-lecia pracy zawodowej. Może przygotowywałby się do emerytury? Założył rodzinę, miał żonę, dwoje dzieci. W czasach pokoju z radością uczestniczyłby w ich rozwoju, obserwował samodzielne życie.

O życiu Włodzimierza Arwaniti nie wiemy wiele, wiemy natomiast jak zginął. Wiosną 1940 roku został zamordowany strzałem w tył głowy (wraz z 3738 polskimi jeńcami wojennymi) w piwnicach Obwodowego Zarządu NKWD w Charkowie. To jego śmierć, oraz trzech tysięcy siedmiuset trzydziestu siedmiu innych żołnierzy, opisuje jeden z jej wykonawców, Mitrofan Wasiljewicz Syromiatnikow (w 1940 roku strażnik w więzieniu NKWD w Charkowie, który zajmował się m.in. wywożeniem zwłok do Piatichatek), kiedy mówi:

Trzeba było przecież przykrywać ich, trzeba było im czymś owijać głowy. Rozumiecie. Żeby nie krwawiła. [...]  Braliśmy ich stamtąd i układaliśmy na samochodzie naprzemian, jednego głowa w jedną stronę, a drugiego w przeciwną. [...] Potem tymi szynelami, które zostawały, przykrywaliśmy z wierzchu. A potem wrzucaliśmy ich do dołu. [...] A trzeba było go przysypać. Potem zowu na nich, obok układać. I tych znowu przysypać. [...] Zapełniają i przysypują. Aż do całkowitego zapełnienia dołu.


O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju!

Odrodzona z niewoli Ojczyzna przyznała swemu Żołnierzowi medale:

Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski – 10.11.1938
Krzyż Walecznych
Złoty Krzyż Zasługi
Medal Niepodległości
Medal Pamiątkowy za Wojnę 1918-1921
Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości

Pamięta o nim i Polska współczesna. W 2007 roku prezydent L. Kaczyński awansował go na stopień generała brygady.

Od roku 2000 ten wierny Żołnierz Rzeczypospolitej spoczywa na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie na Piatichatkach.


Przydatne linki:



środa, 11 kwietnia 2018

Zginęli, bo byli razem…



Przemówienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej p. Andrzeja Dudy na uroczystości odsłonięcia Pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej w dniu 10 kwietnia 2018 r.



Wielce Szanowni Najbliżsi tych, którzy osiem lat temu zginęli w Smoleńsku!
Wielce Szanowny Panie Premierze, Pani Mecenas, drogie Wnuczki Pary Prezydenckiej!
Szanowni Panowie Marszałkowie!
Szanowny Panie Premierze!
Szanowni Państwo Ministrowie, Posłowie, Senatorowie!
Wszyscy Dostojni zebrani Goście!
Drodzy Przyjaciele, drodzy Mieszkańcy Warszawy!
Drodzy Rodacy z całej Polski!


To taki dzień słodko-gorzki. Gorzki, bo przecież osiem lat temu dotknęła Polskę straszliwa tragedia, najgorsza od II wojny światowej, nie tylko dlatego, że w katastrofie zginęło 96 Polaków, ale dlatego, że Państwo Polskie, że nasza Polska dopiero co tak niedawno odrodzona, Polska, która wyrwała się zza żelaznej kurtyny po latach zniewolenia, znowu straciła swoja elitę, a w każdym razie dużą jej część.

Jakże tragiczny, straszny moment, najstraszliwszy oczywiście dla Rodzin, które straciły Ojców, Mamy, Braci, Synów, Córki, ale straszliwy dla całej Polski, bo to byli ludzie, którzy Polskę, tę odrodzoną, budowali i co do których przecież wszyscy mieliśmy nadzieję, że będą ją budowali jeszcze przez długie, długie lata, bo wielu z nich to byli ludzie, którzy na pewno mieli przed sobą jeszcze lata służby dla Rzeczypospolitej.

Czegóż oni mogli jeszcze dokonać?! Czegóż mógł jeszcze dokonać pan Prezydent, profesor Lech Kaczyński jako Prezydent Rzeczypospolitej jeszcze w tamtej i, wierzę w to głęboko, także w następnej kadencji, później jako polityczny mentor – ten, do którego przychodzi się po radę, po to, żeby wysłuchać komentarza, żeby wysłuchać mądrości wynikającej z dziesięcioleci pełnienia służby publicznej na tak wielu ważnych stanowiskach?!

Bo zginęli ludzie ze wszystkich stron sceny politycznej: Sojuszu Lewicy Demokratycznej, z Platformy Obywatelskiej, z Polskiego Stronnictwa Ludowego, z Prawa i Sprawiedliwości – pełna reprezentacja polskiego świata politycznego.

Czemu zginęli? Zginęli, bo byli razem. Bo byli razem, zjednoczeni w przekonaniu o absolutnym obowiązku każdego Polaka, każdego z nich, uczczenia pamięci, oddania hołdu polskim oficerom ludobójczo pomordowanym w Katyniu.

Bo byli razem. (oklaski)

Zginęli razem jako reprezentacja naszej polskiej wspólnoty. Tak jak przed chwilą powiedział Pan Premier – bez podziału jakiekolwiek na barwy polityczne, na wykształcenie, na światopogląd, na inne przekonania, połączeni w jednym przekonaniu: że są polskimi patriotami i muszą oddać hołd innym patriotom, którzy polegli, (oklaski) że muszą utrwalić pamięć, uczcić ją (oklaski).

To właśnie im poświęcony jest ten pomnik, ten monument, ten monolit, który stoi na tym chyba najważniejszym w Polsce placu. Placu, gdzie jest święty dla nas wszystkich Grób Nieznanego Żołnierza, placu, gdzie usłyszeliśmy jedne z najważniejszych słów w naszej historii, wypowiedziane przez ojca św. Jana Pawła II, słów, które obudziły Polaków do wolności, słów, które upamiętnia ten stojący na środku placu Krzyż. Krzyż, na który patrzy ze swojego pomnika marszałek Józef Piłsudski, spoglądając zarazem na Grób Nieznanego Żołnierza i spoglądając także na ten odsłonięty dzisiaj monument. Placu, który jest świadkiem naszej historii, tak jak ważną rysą w naszej historii jest tragedia smoleńska.

Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że ten pomnik staje właśnie tutaj, w sercu Warszawy i że jest właśnie taki. Bardzo dziękuję panu Jerzemu Kalinie, jestem ogromnie wdzięczny. Pamiętam instalację, o której niewiele się mówiło, którą, by upamiętnić tę właśnie tragedię smoleńską, kilka lat temu stworzył w Krakowie pod Wawelem. Odsłonił ją wtedy w obecności Pani mecenas Marty Kaczyńskiej i Jej Córek, i mnie, i kilku jeszcze krakowian, którzy wtedy byli z nami.

Dziś stworzył ten nieprawdopodobnie wymowny obelisk, który – wierzę w to – stanie się w krótkim czasie świętym miejscem dla wszystkich Polaków. Czemu? Bo jest symbolem naszej wspólnoty, bo upamiętnia to, co było wspólnotowe i że właśnie dlatego, co było wspólne, nasze Oni zginęli. (oklaski) I dlatego on jest nasz wspólny i wierzę w to, że będzie nas właśnie jednoczył niezależnie od poglądów, niezależnie od barw politycznych, niezależnie od szczegółowych przekonań, bo on jest wszystkich i dla wszystkich. I bardzo pragnę, żeby tak był pojmowany.

A czemu ważne, że jest? Dlatego, że zginęli Polacy, że zginęli razem, zginęli w służbie publicznej i Polska nie może o nich nie pamiętać. (oklaski) Bo ludzie muszą wiedzieć, że kto ginie w służbie publicznej, ten jest upamiętniony, (oklaski) po to, żeby byli także następni, którzy do służby publicznej pójdą i będą jej oddani i będą służyli Rzeczpospolitej w przekonaniu, że warto i że to przekonanie, że warto i że jest to zaszczyt, będą miały także i ich rodziny i ich najbliżsi. Bo wtedy takie ryzyko jest w jakimś sensie wkalkulowane w koszt służby. Choć oczywiście, każdy ma nadzieję, że do tragedii nigdy nie dojdzie, ale służba polega również na tym, żeby się liczyć, tak jak żołnierz musi się liczyć z tym, że jak pójdzie bronić ojczyzny, to może polec, choć nie chce, choć nie chcą tego jego najbliżsi, ale to jest służba.

Służba ojczyźnie czasem pociąga za sobą ofiary, ale muszą one być uczczone i Polacy, my wszyscy, musimy to rozumieć. Wierzę w to, że to zrozumienie w naszym narodzie jest powszechne i wierzę w to, że ten monument wkrótce stanie się wielkim miejscem naszej wspólnoty. Tak jak powiedział pan minister Jan Kasprzyk – w placu marszałka J. Piłsudskiego, nie na placu. On jest w placu, on jest wrośnięty w grunt Warszawy, on jest wrośnięty w jej serce, tak jak oni i ich pamięć jest wrośnięta w serce Polski, jej stolicy Warszawy i w serca nas wszystkich. (oklaski)

Szanowni Państwo!

Na zakończenie chciałem z całego serca podziękować Wam za to, że przez te osiem lat chodziliście, tworząc żywy pomnik tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Tworząc żywy pomnik Prezydenta, profesora Lecha Kaczyńskiego, naszego prezydenta, mojego prezydenta, któremu miałem zaszczyt pomagać w wykonywaniu Jego służby. To także dzięki Wam ten monument stoi dziś na placu i mogliście go odsłonić, to także dzięki Wam mogliśmy odsłonić ten obelisk, na którego miejscu stanie wkrótce pomnik naszego Prezydenta, pomnik upamiętniający Jego służbę dla Rzeczypospolitej.

Dlaczego? Bo był wyjątkowy, bo nikt nie miał takiego doświadczenia politycznego wynikającego z zaufania, którym był obdarzony, (oklaski) obdarzany przez różnych ludzi, reprezentujących przecież różne poglądy, (oklaski) a przede wszystkim przez wyborców, którzy wybierali Go do Senatu RP, do Sejmu RP, na prezydenta Warszawy i wreszcie na Prezydenta Rzeczypospolitej. Cieszył się po prostu ogromnym zaufaniem społecznym, bo sobie na to zaufanie zapracował, można więc śmiało powiedzieć, że zapracował sobie swoją służbą dla ojczyzny także i na to upamiętnienie. Zrobił dla Polski rzeczy wielkie. (oklaski) I to także dzięki Niemu, dzięki Jego pracy, dzięki Jego programowi, dzięki Jego przekonaniom, które niestrudzenie starał się wcielać w życie, realizować swoją wizję wolnej Polski, ta Polska jest dzisiaj coraz silniejsza. Ta Polska jest dzisiaj coraz bezpieczniejsza, bo my dzisiaj realizujemy to, o czym On mówił, a czego nie zdążył zrealizować, to, co On nam zostawił w testamencie; to choćby właśnie za ten testament, ten pomnik i ta możliwość spojrzenia na plac marszałka Piłsudskiego, na Grób Nieznanego Żołnierza, na ten Krzyż upamiętniający I pielgrzymkę Ojca świętego do ojczyzny i ten monument; zwyczajnie mu się należy. Dziękuję, że także i ten pomnik wychodziliście, maszerując przez osiem lat ulicami Warszawy i innych polskich miast. Dziękuję Wam za tę pamięć.

Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy!





Przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy spisałam z nagrania (pod tekstem przemówienia). Dokonałam drobnej korekty stylistycznych i niewielkich skrótów, mających na celu ułatwienie czytania. Podkreśliłam słowa dobitnie akcentowane przez mówcę. Poprawki te nie zniekształciły sensu przemówienia. Tytuł również pochodzi ode mnie.




czwartek, 22 marca 2018

Misiek


Michał urodził się jako drugie upragnione dziecko. 9 punktów w skali Apgar dawało rodzicom radość. Co się stało później, nie wiadomo. Stan chłopca jest opisany jako czterokończynowe spastyczne porażenie mózgowe.

Dopóki Michałek był małym dzieckiem, jakoś szło. Ale z czasem, kiedy chłopiec zaczął dorastać, zaczęło być coraz trudniej zorganizować bezkolizyjną opiekę. W rezultacie jedno z rodziców zrezygnowało z pracy zawodowej i odbiera świadczenie pielęgnacyjne: Dokładnie mają do niego prawo rodzice dzieci, faktyczni opiekunowie, osoby będące rodziną zastępczą spokrewnioną oraz inne osoby, na których ciąży obowiązek alimentacyjny wobec niepełnosprawnego dziecka, o ile nie podjęły one lub zrezygnowały z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej w celu sprawowania opieki. Ale przecież z jednej pensji budżetówki trudno utrzymać rodzinę, zapewniając także niepełnosprawnemu synowi życie na przyzwoitym poziomie.

Dziś Michał ma już 23 lata i nadal jest całkowicie zależny od innych: od rodziców, brata, babci. Co to znaczy i jak wygląda stała opieka nad całkowicie niesprawnym ruchowo członkiem rodziny, wiedzą najlepiej lekarze, terapeuci oraz ci, którzy znajdują się w takiej samej sytuacji. Ludziom nieobytym z niepełnosprawnością może nie wystarczyć wyobraźni. Podstawowe czynności, jak mycie, przewijanie, jedzenie czyli karmienie, a także zabawa, rozmowa, spacery, wypoczynek i sen, zakupy, wizyty u terapeuty, rehabilitacja w domu i w gabinecie, wizyty u lekarza i dentysty – wszystko to wymaga codziennej rutyny, a więc przede wszystkim dobrze zorganizowanego czasu. I tak 24 godziny na dobę, bez względu na okoliczności.

Znam ich, odwiedzam rzadko, ale to, co widzę, jest zawsze takie samo. To piękna, zdrowa, kochająca się rodzina, podziwiam ich za szukanie i znajdowanie dobrego w codziennym trudzie, za wspieranie się w zwątpieniu i smutku, za umiejętność wybaczania i rozumienia siebie nawzajem, za optymizm i radość życia, za to, że pytanie o gotowość przyjęcia potomstwa zadawane przed ślubem przez kapłana nie było dla nich jedynie formułką, którą należy potwierdzić.

To Rodzice i Brat odpowiedzialni w najwyższym stopniu. Rozumieją wszystkie nastroje i sygnały, które wysyła Michał. Odpowiadają na wszystkie jego potrzeby. Rozmawiają z nim, potrafią złagodzić jego zły nastrój, rozweselić, przekonać do pożądanego zachowania. Dzięki wielkim pokładom cierpliwości i miłości rodzicielskiej Michałek jest zadbany, pogodny, wesoły i szczęśliwy, kocha wszystkich. Ma świetny zmysł obserwacji i dobrą pamięć do dźwięków (po jednej wizycie zapamiętał i rozpoznał później głos jednego z wujków, nie widząc osoby).

Ale Michał zmaga się nie tylko ze swoim nieposłusznym ciałem i umysłem. Nie tak dawno rozpoznano u niego symptomy padaczki, potrzebna jest też specjalistyczna pomoc innych lekarzy. Opieka medyczna i lekarstwa kosztują. Kosztuje rehabilitacja, kosztują pampersy, nisko węglowodanowe produkty, opiekunka, którą czasem rodzice Michałka proszą o pomoc.


Dlatego proszę, pomóż Miśkowi i jego rodzinie, przekazując 1% podatku!
Wypełniając roczne zeznanie podatkowe wpisz numer KRS 0000037904
W polu „Informacje uzupełniające” wpisz „20306 Michał Hildebrandt”



Na poniższe numery kont fundacji "Zdążyć z Pomocą" wpłaty można dokonać od 1 stycznia 2019 roku.



Bóg zapłać wszystkim Darczyńcom!


czwartek, 8 lutego 2018

PROTEST!




Za powodu nowelizacji ustawy o IPN (USTAWA z dnia 26 stycznia 2018 r. o zmianie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, ustawy o grobach i cmentarzach wojennych, ustawy o muzeach oraz ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary) mamy dziś narodowa powtórkę z historii, a ściślej rzecz biorąc powtórkę dla jednych, a poznawanie spraw nieznanych przez drugich.

W szczególności chodzi o tzw. „polskie obozy koncentracyjne” i przypisywanie narodowi polskiemu współodpowiedzialności za zagładę żydów. Najwięcej kontrowersji, nie tylko wśród żydów, budzą zapisy dwóch artykułów. Przytoczę ich brzmienie w całości:


Art. 55a. 1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz.U. z 1947 r. poz. 367), lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.
2. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności.
3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w ust. 1 i 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej lub naukowej.
Art. 55b. Niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu zabronionego niniejszą ustawę stosuje się do obywatela polskiego oraz cudzoziemca w razie popełnienia przestępstw, o których mowa w art. 55 i art. 55a.

-------------------------------------------------------------------------------------

W ramach powtórki z historii II wojny światowej zamieszczę tu „Protest!” Zofii Kossak-Szczuckiej – wstrząsający dokument opublikowany w 1942 roku, w kilka tygodni po rozpoczęciu akcji likwidacyjnej w getcie warszawskim, wzywający środowiska katolickie do przeciwstawiania się zagładzie Żydów w okupowanej Polsce.

Protest!


W ghetcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć. Nie istnieje dla nich nadzieja ratunku, nie nadchodzi znikąd pomoc. Ulicami przebiegają oprawcy, strzelając do każdego, kto się ośmieli wyjść z domu. Strzelają podobnie do każdego, kto stoi w oknie. Na jezdni walają się niepogrzebane trupy.

Dzienna przepisowa ilość ofiar wynosi 8-10 tysięcy. Policjanci żydowscy obowiązani są dostarczyć ich do rąk katów niemieckich. Jeżeli tego nie uczynią, zginą sami. Dzieci niemogące iść o własnych siłach, są ładowane na wozy. Ładowanie odbywa się w sposób tak brutalny, że mało które żywe dojeżdża do rampy. Matki patrzące na to dostają obłędu. Ilość obłąkanych z rozpaczy i grozy równa się ilości zastrzelonych.

Na rampie czekają wagony kolejowe. Kaci upychają w nich skazańców po 150 osób w jednym. Na podłodze leży gruba warstwa wapna i chloru polana wodą. Drzwi wagonu zostają zaplombowane. Czasem pociąg rusza zaraz po załadowaniu, czasem stoi na bocznym torze dobę, dwie… To nie ma już dla nikogo żadnego znaczenia. Z ludzi stłoczonych tak ciasno, że umarli nie mogą upaść i stoją nadal ramię w ramię z żyjącymi, z ludzi konających zwolna w oparach wapna i chloru, pozbawionych powietrza, kropli wody, pożywienia – i tak nikt nie pozostanie przy życiu. Gdziekolwiek, kiedykolwiek dojadą śmiertelne pociągi – zawierać będą tylko trupy…

Wobec tej męki wyzwoleniem stałby się rychły zgon. Oprawcy to przewidzieli. Wszystkie apteki na terenie ghetta zostały zamknięte, by nie dostarczyły trucizny. Broni nie ma. Jedyne, co pozostaje, to rzucenie się z okna na bruk. Toteż bardzo wielu skazańców wymyka się katom w ten sposób.

To samo, co w ghetcie warszawskim, odbywa się od pół roku w stu mniejszych i większych miasteczkach i miastach polskich. Ogólna liczba zabitych żydów przenosi już milion, a cyfra ta powiększa się z każdym dniem. Giną wszyscy. Bogacze i ubodzy, starce, kobiety, mężczyźni, młodzież, niemowlęta, katolicy umierający z Imieniem Jezusa i Maryi, równie jak starozakonni. Wszyscy zawinili tym, że się urodzili w narodzie żydowskim, skazanym na zagładę przez Hitlera.

Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje i – milczy. Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego, złowrogiego milczenia. Milczą kaci, nie chełpia się tym, co czynią. Nie zabiera głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej przeczulone na każdą krzywdę swoich. Milczą i Polacy. Polscy polityczni przyjaciele żydów ograniczają się do notatek dziennikarskich, polscy przeciwnicy żydów objawiają brak zainteresowania dla sprawy im obcej. Ginący żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów.

Tego milczenia dłużej tolerować nie można. Jakiekolwiek są jego pobudki – jest ono nikczemne. Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala.

Zabierzemy przeto głos my, katolicy – Polacy. Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z  o b o w i ą z k u  p o tę p i e n i a  z b r o d n i.

Nie chcemy być Piłatami. Nie mamy możności czynnie przeciwdziałać mordercom niemieckim, nie możemy nic poradzić, nikogo uratować – lecz p r o t e s t u j e my z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą. Protestu tego domaga się od nas Bóg, Bóg, który nie pozwolił zabijać. Domaga się sumienie chrześcijańskie. Każda istota, zwąca się człowiekiem, ma prawo do miłości bliźniego. Krew bezbronnych woła o pomstę do nieba. Kto z nami tego protestu nie popiera – nie jest katolikiem.

Protestujemy równocześnie jako Polacy. Nie wierzymy, by Polska odnieść mogła korzyść z okrucieństw niemieckich. Przeciwnie. W upartym milczeniu międzynarodowego żydostwa, w zabiegach propagandy niemieckiej usiłującej już teraz zrzucić odium za rzeź żydów na Litwinów i… Polaków, wyczuwamy planowanie wrogiej dla nas akcji. Wiemy również, jak trujący bywa posiew zbrodni. Przymusowe uczestnictwo narodu polskiego w krwawym widowisku spełniającym się na ziemiach polskich, może snadno wyhodować zobojętnienie na krzywdę, sadyzm i ponad wszystko groźne przekonanie, że wolno mordować bliźnich bezkarnie.

Kto tego nie rozumie, kto dumną wolną przyszłość Polski śmiałby łączyć z nikczemną radością z nieszczęścia b l i ź n i e g o – nie jest przeto ani katolikiem, ani Polakiem!

FRONT ODRODZENIA POLSKI

--------------------------------------------------------------------------------------


Zofia Kossak-Szczucka urodziła się 10.08.1889 r., zmarła 9.04.1968 r. Była córką Tadeusza Kossaka i Anny Kisielnickiej-Kossakowej.
Powieściopisarka, współzałożycielka dwóch tajnych organizacji w okupowanej Polsce:
Na skutek donosu hr. Henryka Plater-Zyberki we wrześniu 1943 r. została aresztowana przez gestapo i wywieziona do KL Auschwitz-Birkenau, potem na Pawiak i skazana na śmierć. Dzięki staraniom władz podziemia została uwolniona. Brała udział w powstaniu warszawskim. Po wojnie wyjechała z misją Polskiego Czerwonego Krzyża do Londynu i pozostała na emigracji. W Polsce w 1951 roku wszystkie jej utwory objęte zostały cenzurą i wycofane z bibliotek. W 1957 r. wróciła do kraju. Była sygnatariuszką Listu 34. Tytuły jej utworów literackich i publicystycznych można znaleźć TU .



niedziela, 28 stycznia 2018

Oświadczenie Instytutu Pamięci Narodowej


28 stycznia 2018 r. 

Podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz, Ambasador Izraela Anna Azari zaapelowała o zmianę w przyjętej przez Sejm nowelizacji wprowadzającej m.in. kary za sformułowanie „polskie obozy śmierci”.

Instytut Pamięci Narodowej uważa za niestosowną ingerencję ambasady innego państwa w nowelizację ustawy, która jeszcze nie została uchwalona. Słowa dyplomaty są tym bardziej zastanawiające, że zostały wypowiedziane w Polsce, która jako pierwsza padła ofiarą niemieckiego okupanta. W obozie Auschwitz początkowo osadzano Polaków, ostatecznie stał się miejscem zagłady przede wszystkim Żydów. Podczas II Wojny Światowej zginęło blisko 6 milionów obywateli polskich, z których połowa była polskimi Żydami, a połowa etnicznymi Polakami.

Przez kilkadziesiąt ostatnich lat Polska była wielokrotnie szkalowana i ukazywana jako wspólnik Hitlera, dlatego obrona dobrego imienia naszego narodu przed stwierdzeniami, które nie mają nic wspólnego z prawdą historyczną, wydaje się sprawą oczywistą i konieczną. Wcześniej ta obrona była nieskuteczna, a stanowisko polskich władz nie zawsze było dostrzegane w przestrzeni społecznej i medialnej.

Instytut Pamięci Narodowej pragnie podkreślić, że nowelizacja ustawy o IPN nie ogranicza badań naukowych i wolności słowa, walczy jedynie z celowym zakłamywaniem historii, bezczeszczeniem pamięci o ofiarach i hańbieniem żyjących więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych.

Przepisy dotyczące kar za kłamstwa historyczne obowiązują również w innych krajach, polska reakcja w tej kwestii nie jest niczym wyjątkowym.

Zarzuty wobec Polaków dotyczące okresu II Wojny Światowej, jeśli będą dobrze udokumentowane, nie spotkają się z sankcjami prawnymi. Ustawodawca, Ministerstwo Sprawiedliwości, chce jedynie zapobiec wypowiedziom osób, które umyślnie, publicznie i wbrew faktom przypisują narodowi polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne.

Dla Instytutu Pamięci Narodowej walka z kłamstwami o „polskich obozach śmierci” jest szczególnie ważną misją. W zeszłym roku IPN upublicznił listę nazwisk załogi niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau i należy podkreślić, że żadna z tych osób nie była Polakiem. To Niemcy jako państwo ponoszą odpowiedzialność za zbrodnie popełniane w obozach koncentracyjnych.


Lista nazwisk załogi niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau:


W reakcji na szkalowanie narodu polskiego i publikowanie kłamstw historycznych, IPN stworzył anglojęzyczny portal „Prawda o niemieckich obozach śmierci” („Truth about german camps”). Przedstawianie Polaków jako wspólników Hitlera jest przestępstwem i trzeba to zdecydowanie piętnować, przedstawiając fakty.

Anglojęzyczny portal: „Prawda o niemieckich obozach śmierci” („Truth about german camps”):


W tym celu IPN wydał również nowy numer Biuletynu „Niemcy ludziom zgotowali ten los”, poświęcony niemieckim zbrodniom w obozach koncentracyjnych. Autorzy artykułów opisują m.in., jak w niektórych krajach pamięć o tej mrocznej karcie historii zaciera się, szczególnie wśród młodego pokolenia.






wtorek, 21 listopada 2017

Dokończenie

Dokończenie


1. Nasza bokserka zestarzała się. Posiwiała, schodzenie ze schodów sprawiało jej coraz więcej trudności i nie była już tak skora do zabawy. Zbyt późno zorientowaliśmy się, że dolegliwości naszej Piesuni mogą być tak groźne. Rak śledziony. Trzy krwawiące do wewnątrz guzy. Operacja? Tak, jednak rokowania na potem nie są dobre – najwyżej kilka miesięcy życia bez gwarancji polepszenia jakości życia. Lekarka nie pozostawiała złudzeń – jeśli nie zdecydujemy się natychmiast na operację, sunia będzie żyła najwyżej kilka dni. Nie byliśmy gotowi na rozstanie, ale też nie chcieliśmy przedłużać psiej męki tylko dlatego, że trudno nam się z nią rozstać. Między nami wyrosło nowe słowo – euthanasia.

2. Po powrocie z lecznicy ugotowałam rybę, którą zjadła ze smakiem. Dobry apetyt zawsze objawiał się wielkim mlaskaniem i chlapaniem śliną dokoła. Tak było i teraz. Patrzyliśmy, jak je, ze smutną świadomością, że jest to jej ostatni posiłek i ostatnie chwile z nami. Popołudnie było słoneczne i ciepłe, więc Pan wyniósł ją na trawę, chcąc ostatni raz zaznać tego, co tak bardzo oboje lubili – leżeć bok w bok na chłodnej, pachnącej trawie.

3. Noc przespała w nogach naszego łóżka, jak to często robiła. Kiedy się obudziłam, oddychała ciężko i patrzała na mnie oczami pełnymi bólu. Podałam jej miskę z wodą, miała zaschnięte śluzówki i z wyraźnym zadowoleniem zanurzyła sztywny jęzor w chłodnym płynie. Piła leżąc, bo nie była w stanie utrzymać się na nogach. Nadszedł jej czas.

4. Na tylnym siedzeniu samochodu rozłożyliśmy koc. Lubiła jeździć. Usiadłam przy niej, a ona położyła głowę na moich kolanach, czego nie robiła nigdy przedtem. Ruszyliśmy drogą na północ. Po kilku minutach zorientowała się, że jedzie w nieznane. Zaniepokoiło ją to, zaczęła się niespokojnie kręcić, ale szybko się zmęczyła, więc przytuliła się do mnie i tak dojechaliśmy do niskiego budynku z napisem Emergency Animal Hospital.

5. Pan wziął ją na ręce i weszliśmy do jasnego, przestronnego hallu pełnego obcych, budzących niepokój, zapachów. Przywitała nas pani w białym fartuchu. W kilku zdaniach wyjaśniliśmy cel wizyty. Uzgodniliśmy, że chcemy być przy niej do ostatniej chwili. Lekarka wzięła ją na ręce i odeszła długim korytarzem. Piesunia nie protestowała. Tymczasem my załatwialiśmy formalności.

6. Poszliśmy tym długim korytarzem z drzwiami do tajemniczych pomieszczeń po jednej stronie. Weszliśmy do oświetlonego pokoju, przypominającego wystrojem zwykłe mieszkanie. Stała tam kanapa, fotel, pod ścianą stolik z zapaloną lampką, na ścianach jakieś obrazki, w kącie wysoka roślina. Ale to wszystko mój umysł zarejestrował chwilę później, bo najpierw zobaczyłam stojący pośrodku pokoju wózek na kółkach, a na nim, na brązowym pluszu, który doskonale zlewał się z barwą jej sierści, naszą kochaną psinkę.

7. Leżała w swojej ulubionej pozycji z jedną łapką przy kufie. Z bandaża wystawał wenflon. Zawołałam ją po imieniu, ale nie zareagowała na mój głos tak jak zawsze, lecz podniosła tylko lekko brodę i oczy i zaraz głowa opadła na łapkę. Sunia otrzymała już lek przeciwbólowy i drugi zwiotczający mięśnie. Pani weterynarz dyskretnie wycofała się, dając nam czas na pożegnanie. Po chwili podeszła ze strzykawką. Zrozumieliśmy. Głaskałam Piesunię delikatnie, gdy nagle jej króciutka sierść zesztywniała, uniosła się pod moimi palcami i już nie opadła…

8. Po powrocie z kliniki długo siedzieliśmy w samochodzie. Nie mieliśmy odwagi wejść do domu. Zostało tam wszystko: posłanko, ulubiony wełniany kocyk, zabawki, miska z wodą, resztka karmy w schowku pod schodami, na klamce smycz z obróżką. I tylko jej nie było.






środa, 1 listopada 2017

moim umarłym...




moim umarłym


lgną do rąk wilgotne grudki modlitwy
czas
spływa słoną kroplą

zamknięta w zniczu drży tęsknota
jutro
obróci się w proch

w rozpadlinie pamięci wciąż trwa
wiśniowa gorzka woń tytoniu
spinka i pióro wiecznie ciemnozielone

przyjdę do was jak każe obyczaj
na chłodnej ławce przysiądę przed drogą
ostatni raz


grudzień 2012 r.




poniedziałek, 19 czerwca 2017

Wakacje!



Oto opowieści dziwnej treści na zetlałej kartce kopiowym ołówkiem spisane, w wiklinowym koszu na strychu starego domostwa znalezione... Czy prawdziwe? Czy zmyślone?

------------------------------------------------

Zbliżał się koniec roku szkolnego. Pamiętacie ten jedyny w życiu zapach lata, wakacji i swobody? Ale zanim ten błogi czas dla dzieci – uczniów wiejskiej szkółki – nastał, musiały się one wywiązać z nałożonego przez Pana Kierownika zadania zapewnienia rybkom ze szkolnego akwarium odpowiedniej ilości planktonu. Po rozwielitki i inne żyjątka chodziło się na nieodległe torfowiska, w miejscowym narzeczu zwane „kule torfowe”, czyli miejsca po wykopanym torfie. Wypełnione były one wodą, w której żyło mnóstwo tych strasznych stworzeń.

Po rozdaniu świadectw Pan Kierownik wyznaczył mnie i Jóźka – kolegę ze starszej klasy – do wykonania zadania. Byłam przerażona! Nie żebym miała coś przeciwko Jóźkowi, nie, ale te torfowiska! Bałam się, że grząskie łąki nagle zapadną się i pochłoną mnie na zawsze i bez śladu. Żadne wykręty jednak nie wchodziły w rachubę. Zaraz po rozdaniu świadectw Pani Kierownikowa wręczyła nam słoiki z podziurkowanymi pokrywkami i pomaszerowaliśmy.

Idziemy więc tymi pięknymi, czerwcowymi łąkami, oczywiście na bosaka. Łąki pachną oszałamiającym zapachem skoszonej trawy i ziela. Nałapaliśmy paskudztwa i wracamy, a Józiek wciąż przechwala się swoim pobytem w szpitalu powiatowym i to na chirurgii, bo rękę złamał. No i miał ją nawet jeszcze w gipsie albo co najmniej na temblaku, dokładnie już nie pamiętam, bo to ze sto lat temu było! Gadał tak i gadał o tym szpitalu i w dodatku o jakiejś fajnej dziewczynce z sąsiedniej sali, a we mnie złość rosła, trochę dlatego, że to nie ja jestem tą dziewczynką, ale przede wszystkim dlatego, że nigdy nie byłam w szpitalu i nigdy nawet palca nie miałam złamanego! Okropnie mu zazdrościłam.

Wreszcie miałam dość tych jego przechwałek. W pewnej chwili spostrzegłam, że na mojej drodze leży zemsta! Józiek był tak przejęty swoją opowieścią, że zupełnie nie zwracał uwagi na... piękno przyrody, leżące tuż przed jego stopami. Mogłam go spokojnie naprowadzać na cel. Efekt był piorunujący! Byłam wyrośniętą dziewczynką, nogi miałam długie. A Józiek? Cóż, z ręką w gipsie i nogą w krowim placku biegł wolniej!

------------------------------------------------
 Wesołych wakacji!


















ołówek kopiowy