Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Westerplatte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Westerplatte. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 września 2016

Zapomniany bastion. Post Scriptum


Na dwa dni przed 77. rocznicą wybuchu II wojny światowej odwiedziłam Westerplatte. Efekty wizyty starałam się przedstawić jak najmniej emocjonalnie w notce „Zapomniany bastion.”

Ruiny Wartowni Nr 3
fot. własna

Jak pewnie większość moich rodaków mam stosunek emocjonalnie pozytywny do tego miejsca. Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad tym, co tam zobaczyłam: już nie niedofinansowanie, a nędzę bijącą z każdego zakątka, brak dbałości o właściwą prezentację znajdujących się tam eksponatów, niezauważanie, ba! lekceważenie potrzeb zwiedzających.

My, Polacy, lubimy się szczycić naszą tysiącletnią historią, bohaterstwem obrońców wolności ojczyzny, wskazywać na męczeństwo przodków. Zgoda, mamy powody do dumy. Czasem jednak z niejaką pobłażliwością, a nawet wyższością odnosimy się do tych narodów, które nie mają tak bogatej historii. Ale lubimy wzorować się na innych i często słyszę frazę: „na wzór Niemiec, Danii…”, „tak jak w innych krajach Europy…”, „jak w Stanach...”

Akurat Stany Zjednoczone są dobrym przykładem dbałości o miejsca historyczne, mają ich bowiem tak niewiele, że jeśli już uznają coś za warte zachowania, to czynią to z niezwykłym pietyzmem i poszanowaniem najdrobniejszego szczegółu. Jako przykład podam pole bitwy pod Gettysburgiem. Zwiedzałam, widziałam. I zazdrość bierze.

Dlaczego na Westerplatte nie zaznaczono miejsca, gdzie pierwotnie stała Wartownia nr 1? Dlaczego brak informacji o jej przeniesieniu? Na czyje polecenie? Jakie były powody tej decyzji? Kto tego dokonał? Była to w końcu ingerencja w historyczne miejsce bitwy.

Dlaczego nie zostały opisane w terenie miejsca najcięższych walk? Westerplatte nie jest aż tak rozległe, żeby nie można było zaplanować rozsądnej trasy zwiedzania.

Dlaczego nie ma tam żadnej makiety terenu? Gdyby w gimnazjach/liceach ogłosić konkurs w ramach odpowiedniej ścieżki edukacyjnej, to jestem przekonana, że kreatywność młodzieży zaskoczyłaby muzealników.

Pragnę, aby jak najprędzej teren Westerplatte został odpowiednio przygotowany na przyjęcie setek tysięcy turystów z całej Europy i świata. Niech zwiedzający, poza oczywistymi wartościami poznawczymi i edukacyjnymi tego miejsca, znajdą odpowiednie zaplecze – restauracyjki, gdzie można zjeść drobny posiłek, możliwość nabycia wydawnictw medialnych prezentujących najnowsze zdobycze historyków (pamiątek nie wykluczając), toalety odpowiednie dla wielkich grup ludzi. Niech znikną zawstydzające i przynoszące ujmę temu miejscu TOI-TOI i jarmarczne budy!

Niech Westerplatte nie będzie jedynie miejscem dorocznych uroczystości, ale niech stanie się miejscem chluby i chwały polskiego żołnierza oraz przestrogą dla nas i naszych potomnych. Niech nie będzie ekskluzywnie, ale niech każdy przyjezdny wie, że odwiedza miejsce ważne a dla Polaków święte!



sobota, 10 września 2016

Zapomniany bastion

Nowiusieńkim tunelem pod Wisłą kierujemy się w stronę Westerplatte. Kiedy opuszczałam Gdańsk wiele lat temu, tunelu nie było. Mijamy piękny stadion zbudowany na Euro2012, złośliwie przez niektórych nazywany „złotym nocnikiem.” Rzeczywiście, w telewizji wygląda korzystniej.

Dojazd do Wojskowej Składnicy Tranzytowej, która przyjęła na siebie pierwszy impet niemieckich najeźdźców i gdzie rozpoczęła się II wojna światowa, jest słabo oznakowany, jednak wreszcie stawiamy samochód na niewielkim parkingu. Jest sierpniowe popołudnie, a mimo to słońce grzeje mocno. Rozglądam się z ciekawością, głównie po to, by zlokalizować miejsce, z którego bije niemiły zapach jedzenia. Jestem zaskoczona, że budki te są usytuowane tak blisko pozostałości po wartowni.

fot. własna
W miejscu Wartowni nr 5, która drugiego dnia walk została zmieciona z powierzchni ziemi a cała załoga zginęła, znajduje się cmentarzyk Obrońców Westerplatte. Na płycie nagrobnej majora Sucharskiego (zmarł w 1946 r. w Neapolu, szczątki przeniesiono na Westerplatte w 1971 r.) leży świeża biało-czerwona wiązanka. Pomiędzy mogiłami niewysoki krzyż, który doczekał się już tu swojej historii. Stawiany, zdejmowany, miał znaleźć się na śmietnisku, lecz został przechowany, walczył o lepsze z… sowieckim czołgiem, po latach znów strzeże mogił obrońców ojczyzny. Niestety, o tym nie można dowiedzieć się na miejscu. Może przewodnicy opowiadają wycieczkom, ale tacy wędrowcy jak my, mogą poznać tę historię dopiero w domu, przed komputerem. Po obu stronach krzyża – nagrobki. Wieczne odpoczywanie racz Im dać, Panie…

Omijamy kierunek zwiedzania i od razu idziemy w stronę pomnika. Zbliżamy się do Wartowni nr 3, otoczonej starannie utrzymaną rabatą z pięknie kwitnącymi różami. Ukwieconych rabat jest tu wszędzie wiele. Po podeście wchodzę do wnętrza budynku. Pokruszone kawały betonu połączone grubym drutem zbrojeniowym zwisają nad głową. Wyraźnie widoczne są świeże ślady szalunku wzmacniającego nadwątlone ściany warowni. Do piwnic nie schodzę.

fot. własna
W pobliżu wartowni znajduje się informacja o nadaniu Westerplatczykom tytułu honorowego Obywatela Miasta Gdańsk. Pozbawione zdobień szare płyty z nazwiskami załogi placówki swą surowością dobrze wkomponowują się w otoczenie.

Idziemy szeroką, asfaltową alejką prowadzącą do usypanego pagóra, na którym wznosi się charakterystyczna bryła pomnika. Nasz znajomy wspomina, że jeszcze na początku lat 60. ubiegłego stulecia las porastający tę część półwyspu ciągle nosił ślady walk. Teraz rośnie wyniosły, wspaniały, przynosząc w konarach ożywczy wiatr znad zatoki.

Zieleń porasta i rozsadza porzucone przy alejce szare bryły zbrojonego betonu. Skąd są te umocnienia? Z której wartowni? A może z koszar? Z kasyna? Czy z bunkra amunicyjnego? Świadkami jakich wydarzeń były?

Gdzie powinno być TERAZ, DZIŚ ich miejsce? Bo na pewno nie powinny leżeć bezładnie przy ścieżce.

Kolejnym przykrym zaskoczeniem są jarmarczne budy rozstawione wzdłuż alejki, których właściciele oferują tandetne wyroby z bursztynu, lichej roboty miniaturki pomnika, jakieś militaria, oklejone muszelkami pudełka i inne pamiątki.

KTO dał zezwolenie na handel w tym miejscu?

Idziemy dalej. Na niewielkiej przestrzeni pomiędzy drzewami rozstawiono sporych rozmiarów przezroczyste tablice, w których zapewne znajdują się informacje o tym miejscu. Postanawiamy zapoznać się z nimi w drodze powrotnej. Ale, ale, co to za budka nieopodal? Z niedowierzaniem rozpoznajemy TOI-TOI. Czy nie można jej było ustawić nieco dalej, trochę ukryć między krzewami?

fot. własna

Zostawiając z tyłu olbrzymi napis NIGDY WIĘCEJ WOJNY, zbliżamy się do kolejnego betonowego bloku, na którego szarym tle jaśnieje podpis papieża Jana Pawła II. Na głos odczytujemy fragment homilii z pielgrzymki w 1987 r. o tym, że każdy ma „jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakiś porządek praw i wartości, które trzeba utrzymać i obronić.”


Pan maluje ławeczki farbą koloru świeżo wyłuskanego kasztana. A, tak! Za dwa dni uroczystość w rocznicę wybuchu wojny. Na kalendarzu skreślimy kolejny rok, zamyślimy się przez chwilę, zmówimy modlitwę za dusze i w intencji i wrócimy do codziennej rutyny.



Widać już wyniosłą bryłę pomnika. Trzeba nieźle zadzierać głowę. Zniżające się słońce przeszkadza robić zdjęcia, a ja przecież nie jestem fotografem. Pstrykam – przecież któraś fotka się uda! Pomnik błyszczy się i lśni, utrwalając socjalistyczną wersję historii. POMIMO że ZSRS i państwa satelickie przestały istnieć.

Na szczycie półpostacie marynarza i żołnierza. Nikt nie ma wątpliwości – to polski żołnierz i radziecki towarzysz broni. Twarze patrzą w stronę kanału portowego. Pod nimi napisy: La Manche, Dunkierka, Morze Śródziemne, Atlantyk, Narvik, Murmańsk. I jeszcze niżej: Oksywie, Westerplatte, Poczta Gdańska (sic!) Kosynierzy Gdyni. Z innej strony: Lenino, Studzianki, Kołobrzeg. Jedyna data widniejąca na pomniku to 30 marca 1945 r. – data przepędzenia wojsk hitlerowskich Gdańska. Trudno ją odnieść i powiązać z TYM miejscem i wrześniem 1939 roku.

Nazywany jest Pomnikiem Bohaterów Westerplatte, lecz nie im jest dedykowany, nie ich czyn wojenny sławi, nie ich postawę gloryfikuje!

Powinien stać gdzie indziej. Nie tu, nie na Westerplatte.

Schodząc w dół zastanawiamy się, gdzie stał Schleswig-Holstein. Zdania są podzielone, ale mamy nadzieję, że szczegółów dowiemy się z tablic umieszczonych w pobliżu TOI-TOI. Rzeczywiście, prastare (sądząc po kolorze i treści) tablice informują dość szczegółowo o tym, co działo się przed i w czasie walk. Plan sytuacyjny jest płaski i nie daje wyobrażenia o skali nalotów i ostrzału, jaki przypuścili Niemcy na ten skrawek polskiej ziemi. Niewiele mówi o trudzie, poświęceniu, cierpieniu, lęku, niepewności i nadziejach niewielkiej liczebnie naszej załogi.

Ale nic straconego, bo przed nami jeszcze muzeum, mieszczące się w Wartowni nr 1. Sądzimy, że tam zdobędziemy więcej informacji. Bilety trzeba nabyć w kiosku po przeciwnej stronie. Chciałam też zakupić folder, ale wydawnictw po polsku brak. Jako bilet wstępu służy… paragon potwierdzający uiszczenie odpowiedniej kwoty. Opiekun tego miejsca (Muzeum WWII?) nie wydaje pieniędzy na drukowanie nikomu niepotrzebnych biletów.

Przed wartownią ustawiono działko małego kalibru. Muzeum zajmuje niewiele pomieszczeń. Na wejściu model niemieckiego okrętu Schleswig-Holstein. W jednym z pomieszczeń odtworzono miejsce odpoczynku załogi i ono daje wyobrażenie o warunkach, jakie znosili żołnierze Składnicy. Eksponaty to ciężki karabin maszynowy, kilka sztuk broni krótkiej i karabinów. Z opisu nie można się dowiedzieć ani czy ten akurat egzemplarz należał do żołnierza, ani nawet tego, czy ten model znajdował się na wyposażeniu załogi. Ot, po prostu leży jakiś pistolet w gablotce. Jest solidnych rozmiarów pocisk, który nie został nawet opisany!



fot. własna

Kurtka mundurowa majora Sucharskiego, jego szabla i neseser toaletowy to bardzo cenne pamiątki.


fot. własna

Dla kontrastu ze ściany wołają zetlałe ze starości, podniszczone, krzywo zamocowane, ubogie w treść biogramy Dowódcy i jego zastępcy, kapitana Franciszka Dąbrowskiego.

Choć wnętrze nieświeże, zakurzone, dawno nie sprzątane, to w gablotach znajdują się urządzenia do kontroli temperatury i wilgotności. Ilość eksponatów znikoma, co zrozumiałe, bo więcej się po prostu nie zmieści. Ale niedbały, niechlujny sposób prezentacji tej niewielkiej ilości zabytków sprowadza ich wartość edukacyjną, a także emocjonalną, do zera.

To miejsce powinno krzyczeć NIGDY WIĘCEJ WOJNY nie malowanymi literami i szkaradnym w swej wymowie pomnikiem, ale nowoczesnym muzeum ze świetnym zapleczem i doskonale zagospodarowanym polem bitwy, gdzie każdy kawałek gruzu znajdzie się na swoim miejscu a nazwisko każdego poległego obrońcy ojczyzny będzie wypisane tam, gdzie padł. To wszystko można odtworzyć, to da się zrobić. Tylko trzeba chcieć zadbać o to święte miejsce.

--------------------------------------------------

Westerplatte jest i dziś osamotnione, opuszczone, pozostawione sobie i wygląda tak, jakby już nie oczekiwało znikąd pomocy. Mimo to wciąż trwa w pamięci pokoleń Polaków. Nie 7 dni, nie 7 lat, ale 77 lat.

---------------------------------------------------

Przydatne linki



czwartek, 28 sierpnia 2014

Historia nie lubi się powtarzać?


W przeddzień 75.rocznicy wybuchu II wojny światowej, w obliczu krwawego konfliktu na Ukrainie, który - na naszych pełnych bólu i łez oczach - przerodził się w niewypowiedzianą wojnę, chcę przypomnieć historyczne przemówienie Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, wygłoszone na Westerplatte w 2009 roku.

Westerplatte
[Fot. Bundesarchiv, Bild 183-2008-0513-500 / CC-BY-SA/http://pl.wikipedia.org/]



Panie Premierze, Pani Kanclerz, Pani Premier, Panowie Premierzy, Panowie Prezydenci, Marszałkowie, Szanowni Państwo!

Dziś 70. rocznica wybuchu najstraszniejszej z wojen, II wojny światowej. Jesteśmy na Westerplatte, symbolu bohaterskiego oporu przeciwko silniejszemu przeciwnikowi. Kilkaset kilometrów stąd jest Wieluń, miasto, na które spadły pierwsze bomby, zginęło ponad tysiąc ludzi. To drugi symbol, symbol totalnego charakteru tej wojny.

Minęły już ponad dwa pokolenia, ale ta wojna w dalszym ciągu wymaga refleksji. Powstaje pytanie, co było jej przyczyną. Niewątpliwie były to totalitaryzmy i nacjonalizm, a właściwie szowinizm. To stwierdzenie pewne, tak samo jak stwierdzeniem pewnym jest to, że porządek, który powstał w Europie po I wojnie światowej, tzw. porządek wersalski, to była pierwsza, choć jak się okazuje, nietrwała próba zbudowania pokoju na naszym kontynencie i na świecie. Traktat wersalski potwierdził niepodległość mojego kraju, ale warto przypomnieć, że nie tylko – Finlandii, Estonii, Łotwy, Litwy, Węgier, Czechosłowacji, w końcu w ramach królestwa SHS, a później Jugosławii, także Słowenii i Chorwacji. Ten traktat uznał zasadę niezależności narodów, uznał też w sposób jednoznaczny prawa mniejszości. Nie okazał się trwały z wielu skomplikowanych powodów, ale jak powiedziałem przed chwilą, pierwszą z nich były powstające w tym okresie systemy totalitarne, a przełomowe znaczenie miało powstanie III Rzeszy. III Rzeszy, która głosiła ideologię agresywną, która głosiła ideologię odwetową, która, można powiedzieć, w swej nazistowskiej ideologii zaprzeczała całemu dorobkowi europejskiej cywilizacji.

Przez kilka lat w latach 1933-38 usiłowano z tym totalitaryzmem paktować. Usiłowały z nim paktować zachodnie potęgi – Francja i Wielka Brytania. Polska już jesienią 1933 roku proponowała wojnę prewencyjną, nie dało to rezultatu. W tych warunkach zawarliśmy pakt o nieagresji z Niemcami, wcześniej zresztą taki pakt został zawarty również ze Związkiem Radzieckim. To był pakt w ówczesnej sytuacji konieczny, nie można go w żadnym przypadku porównywać z paktem Ribbentrop-Mołotow o sześć lat późniejszym. Polityka ustępstw doprowadziła najpierw do anszlusu, a później do Monachium. Monachium to pakt, który wymaga chwili refleksji. Jak słusznie powiedział Winston Churchill: Między honorem a hańbą wybrano hańbę, a i tak nie uniknięto wojny. Powstaje pytanie o rolę naszego kraju. Nie byliśmy w Monachium. Nie byliśmy w Monachium, ale jego efektem było naruszenie integralności terytorialnej Czechosłowacji. Naruszenie integralności terytorialnej, które jest zawsze złem, było wtedy, jest i dzisiaj.

To problem nie tylko totalitaryzmu, to problem wszelkich imperialnych czy neoimperialnych skłonności. Przekonaliśmy się o tym w zeszłym roku. Przyłączenie się Polski do rozbioru, w każdym razie terytorialnego ograniczenia ówczesnej Czechosłowacji, było nie tylko błędem, było grzechem. I my potrafimy w Polsce się do tego grzechu przyznać i nie szukać usprawiedliwień. Nie szukać usprawiedliwień, nawet gdyby się ich szukać dało. Z Monachium trzeba wyciągnąć wnioski, które sięgają czasu współczesnego, imperializmowi nie wolno ustępować. Nie wolno ustępować imperializmowi ani nawet skłonnościom neoimperialnym. Nie zawsze, tak jak w przypadku Monachium, daje to tak szybkie i tragiczne rezultaty. Ale z czasem takie rezultaty przychodzą zawsze. To wielka nauka dla całej współczesnej Europy, dla całego świata. Rok po Monachium wybuchła wojna, poprzedził ją fakt z 23 sierpnia 1939 roku zwany paktem Ribbentrop-Mołotow. To nie był tylko pakt o nieagresji, to był także pakt o podziale wpływów w dużej części Europy.

Jaka była wtedy sytuacja naszego kraju? Chciałbym powtórzyć raz jeszcze to, co powiedziałem dziś z rana: Polska miała propozycję przystąpienia do paktu antykominternowskiego, miała nawet sugestię, jeżeli nie otwartą propozycję – wspólnego marszu na Wschód, ale tę propozycję odrzuciła. Odrzuciła w sposób jednoznaczny i dochowała swoich sojuszniczych zobowiązań. Przebieg wojny z 1939 roku, z września i października 1939 jest znany, mówiliśmy o tym dziś rano. Wojna ta skończyła się dla naszego kraju klęską, bo musiała się tak skończyć. Przyszły lata okupacji, nie w Polsce zresztą tylko, lata wyjątkowo tragiczne. W mojej ojczyźnie życie oddało 5 i pół miliona do 5 milionów i 800 tys. obywateli narodowości polskiej i żydowskiej. To oni byli ofiarami tej wojny, tak jak i ponad 50 milionów ludzi na całym świecie. Doszło do zbrodni holocaustu, ale doszło przed wybuchem wojny między Związkiem Radzieckim a Niemcami także do innych zbrodni.

Katyń wymaga chwili refleksji. Wymaga jej nie ze względu na fakty, które w znacznym stopniu są dzisiaj znane, ale ze względu na przyczyny. Dlaczego na kilkadziesiąt tysięcy oficerów polskiej policji i polskiej armii, korpusu ochrony pogranicza wydano taki wyrok. To był efekt zemsty, tak, to miała być zemsta za rok 1920, za to, że Polska zdołała wtedy odeprzeć agresję. Można powiedzieć – to komunizm. Nie, w tym przypadku to nie komunizm, to szowinizm. On był na tym etapie także niezbywalną cechą tego systemu. Traktat między Ribbentropem a Mołotowem nie był traktatem zawieranym w dobrej wierze. Jedna ze stron chciała przechytrzyć drugą. Stalin myślał, że Niemcy wykrwawią się w wojnie z Francją i Wielką Brytanią i staną się łatwym łupem. Hitler sądził, że pokona Zachód i będzie miał wolne ręce w ofensywie na Wschód. Pomylili się obaj. Wybuchła straszna wojna, straszna wojna, w której nazistowskie Niemcy zostały pokonane. W wojnie tej zginęło wiele milionów żołnierzy Armii Radzieckiej, mówiłem już o tym dzisiaj: Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Gruzinów, Azerów, przedstawicieli wielu innych narodów. Należy im się hołd, wykazali wielokrotnie niezwykłe wręcz męstwo. Nazistowski reżim został pokonany, ale Polska nie odzyskała pełnej suwerenności.

Nad Europą zapadła żelazna kurtyna. Po drugiej stronie tej kurtyny, nie tej, w której był nasz kraj, zaczął się okres refleksji, okres refleksji owocnej. Owocem tej refleksji był obronny pakt, Pakt Północnoatlantycki. Pakt, który w ciągu dzisiaj już 60 lat swojego istnienia stał się eksporterem stabilizacji, wolności i na ogół przynajmniej, demokracji. To jeden z bardzo udanych eksperymentów. Ale trzeba pamiętać, że sojusz zobowiązuje. Dziś w tym sojuszu jest Polska i jest Republika Federalna Niemiec i obie strony są zobowiązane do respektowania swoich elementarnych interesów. Ten sojusz był potrzebny, jest i będzie, to niezwykle wręcz istotne. Ale ojcowie jednoczącej się dziś Europy nie ograniczyli się do koncepcji paktu obronnego. Zbudowali też początki tego, co dzisiaj nazywa się Unią Europejską. To niewątpliwie jeszcze może bardziej interesujący eksperyment w dziejach ludzkości. I też, przynajmniej jak dotąd, zakończony wielkim sukcesem.

W ramach tej wspólnoty zasada równowagi sił została, przynajmniej do pewnego stopnia, zastąpiona regułą współpracy. Jakie były warunki tego sukcesu? Warunkiem pierwszym była, względna przynajmniej, wspólnota wartości, takiej jak wolność, demokracja, pluralizm. Warunkiem drugim była rezygnacja z imperialnych marzeń, częściowa przynajmniej rezygnacja z zasady sfer wpływów. Bez tego również nie byłoby zjednoczonej Europy. I dlatego mamy tutaj w ramach dzisiaj 27, a sądzę, że w przyszłości większej ilości państw, coś, co jest całkowicie nową jakością. Ta jakość powinna być otwarta również dla innych, ale pod jednym warunkiem – przyjęcia owego systemu wartości. Systemu, w którym nie ma miejsca na marzenia o tym, co było kiedyś, w którym myśli się na zasadach równości. Ta współpracująca ze sobą Europa nie wymaga rusztowania opartego o dwa państwa, wymaga szerokiej, wielostronnej współpracy. I wymaga demokracji nie tylko między państwem a obywatelem, ale także w relacji między państwami. Jeżeli tak się stanie, to można powiedzieć, że z niewyobrażalnej tragedii, niewyobrażalnych zbrodni lat 1939-45 do końca wyciągnęliśmy wnioski.

Droga do tego nie jest dziś jeszcze krótka. Chciałbym jednak z tego miejsca wyrazić nadzieję, że zdołamy tę drogę pokonać, w oparciu świat wartości, w oparciu o prawdę. O prawdę, która często bywa bolesna, ale którą ujawnić muszą zarówno zwycięzcy jak i pokonani. Nie można przyjąć zasady, że ci, którzy zostali pokonani muszą mówić także o sprawach dla nich najgorszych, a ci, którzy zwyciężyli – nie. Prawda jest jedna, prawda – zdaniem nas, chrześcijan, nawet najgorsza – wyzwala a nie niewoli, wyzwala a nie upokarza, pod warunkiem, że dotyczy wszystkich.

My Polacy mamy prawo do dostępu do prawdy, dostępu do prawdy o sprawach dla naszego narodu tragicznych i z tego nigdy zrezygnować nie możemy. Głęboko wierzę, że Europa, cała Europa idzie właśnie w tym kierunku, w kierunku pluralizmu, wolności i demokracji, i prawdy nawet wtedy, gdy jest bardzo twarda. Bo my do swoich grzechów, o czym mówiłem przed chwilą, przyznać się potrafimy. Trzeba też potrafić przyznać się do grzechów i nie stawiać w jednej płaszczyźnie decyzji o zamordowaniu 30 tys. ludzi i epidemii tyfusu lub innych chorób. To nie jest droga do pojednania. Droga do pojednania, która jest potrzebna nie tylko mojemu krajowi, ale i całej Europie.

Dziękuję bardzo.