Translate

czwartek, 14 sierpnia 2014

pielgrzymka



idzie Sierpniowa Pani
bose swe stopy rani
do nieba tak daleko

idzie Pani Sierpniowa
na skroni jej korona
wieniec z przewonnych ziół

idzie Matka Bolesna
z pielgrzymką samo-jedna
przed Boży niesie tron

słodki niepokój Zwiastowania
ból nocy Rozwiązania
ciemną Rozstania trwogę
prosto spod Krzyża mękę
różaniec z paciorków Krwi



CH-T, sierpień 2014.


niedziela, 10 sierpnia 2014

Dzikuska



Janis Joplin była artystką niezwykłą, nietuzinkową, a jej interpretacje piosenek – pomimo upływu lat – pozostają niedościgłym wzorem i wyzwaniem dla artystów. "Joplinka" była jak osobliwy, dziko rosnący kwiat o rzadkiej barwie i oryginalnym kształcie, który jako jedyną pożywkę w społeczeństwie końca lat sześćdziesiątych znalazł... dragi. Otoczona tłumem – odrzucona przez ojca, wyklęta przez matkę – była samotna.
Gdyby żyła, 19 stycznia obchodziłaby 71 rocznicę urodzin.

Chcę Ją przypomnieć tym właśnie opowiadaniem.

-----------------------------------------------------------------

Dzikuska






                          






W nikłym świetle zimowego poranka ledwo majaczy duży, okrągły stół, nakryty starannie ukrochmalonym obrusem od mamy. Do stołu przywarły cztery brzydkie, drewniane krzesła. W kącie pokoju cztery nocne stoliki tworzą dziwaczną, zwalistą „meblościankę”. Najwięcej miejsca zajmują cztery metalowe łóżka, ustawione przy ścianach. Trzy z nich nakryte są porządnie złożoną pościelą i tandetnymi, mocno spranymi kocami w kratę. Będą tak stały do poniedziałku, aż wrócą Basia, Marynia i Olga.

Spod białej pościeli czwartego spania wyciągają się ramiona w kwiecistej piżamce, pod kołdrą pręży się nastoletnie ciało Edyty. Rzut oka na zegarek wydobyty spod poduszki wystarcza, by dziewczyna zerwała się na równe nogi. Z oparcia łóżka zgarnia ręcznik, z szafki przybory toaletowe i boso biegnie do łazienki. Zimna woda szybko zmywa resztki snu. Do dzwonka na śniadanie zostało sporo czasu, ale jest coś, co nie pozwala dłużej leniuchować.

Tym czymś jest masywny magnetofon szpulowy marki Grundig, przyniesiony wczoraj przez Romka. Edyta nazywała go Olaf. Drugie imię przylgnęło do niego jak skóra.

Edyta ustawiła magnetofon na krześle, podwinęła samodzielnie uszytą długą spódnicę i usiadła na podłodze. Spod plastykowej okładki podręcznika wydobyła kilka zdjęć Janis Joplin, wyciętych starannie z jakiegoś pisma. Patrzyła na pióra i wstążki w jej włosach, przyglądała się biżuterii, wodziła palcem po kwiecistych spodniach i futrzanej kamizelce, podziwiała malowane w dziwne wzory auto. Postać artystki wyglądała nierealnie, przypominała kolorowego ptaka z bajki, zapierała dech. Edyta mimo woli uśmiechała się do roześmianej twarzy z gazety. Podziwiała i zazdrościła, och! jak bardzo zazdrościła...

Napatrzywszy się do woli, dziewczyna zwolniła taśmę i zamknęła oczy. Wystarczyło kilka dźwięków bandu, jeden gitarowy riff, by stał się cud: zniknęła gdzieś nędza, brzydota i podłość czyhająca za murami bursy; cały ten siermiężny świat małego pokoju w internacie zawirował i... zniknął. Wraz z nim zniknęła Edyta, drobna, niepozorna okularnica z miejscowego ogólniaka. Na podłodze jak odurzona siedziała dziewczyna, która, za sprawą niebywałej ekspresji „Joplinki”, z drżeniem odkrywała siebie.

Z głośnika płynęła znana melodia, Edyta słuchała łapczywie, ale dopiero po chwili poznała, że to „Summertime” Gershwina. Na taśmie były tylko trzy piosenki Janis Joplin: jeszcze tylko „Piece of my heart” i tylko jeszcze „Me, and Bobby McGee”. To zbyt mało, aby się nasycić, więc wracała w ulubione miejsca i chłonęła szorstki głos, frazy układały się w melodię, którą – wiedziała to – zapamięta na zawsze, do końca życia!

Razem z dzwonkiem na śniadanie powróciły, bezwstydnie i nie wiadomo skąd, odrapane łóżka, kiwające się krzesła, poplamione koce i brudne ściany. Edyta ze złością otarła łzy i zeszła na parter, do stołówki na gorące kakao.
------------------------------------------------------
Krótko przed rozdaniem świadectw całą paczką wybrali się na wagary. Koce rozłożyli na wąskim pasku jeziornej plaży. Olaf przysiadł się. Szorstkim źdźbłem muskał jej policzek i wargi, wreszcie odrzucił trawę i objął ciasno. Zielone oczy pociemniały. Edyta uniosła się, przytuliła nieśmiało i zacisnęła powieki przekonana, że za chwilę umrze. Ale gdy znów je otworzyła nabierając przy tym gwałtownie tchu, nie myślała wcale o umieraniu.

Bawiła się jego czarnymi włosami i myślą, że jutro znów będzie je sczesywał za uszy mokrymi palcami, bo dyrektor ciągle chciał mu pożyczać na fryzjera. Myśl ta gniewała ją jednocześnie, bo przypominała o restrykcyjnych zakazach regulaminu szkolnego.

Całowali się wszędzie. Dziewczyna poddawala się miękko mocnemu uściskowi tylko po to, by za chwilę wyrywać się ze śmiechem. Dzikuska, szeptał Olaf w jej popielate włosy. Oprócz całowania uczyli się matematyki. Słuchali rocka, ale przede wszystkim Janis Joplin. Kiedy rozstawali się na wakacje, wcisnął jej małą fotkę legitymacyjną z dedykacją: „Kochanej Dzikusce – Olaf.”

Po wakacjach wiele się zmieniło.

Oboje spoważnieli – matura. Któregoś wrześniowego przedpołudnia poszli nad swoje jezioro. Wypłynęli łódeczką, rozmawiali o marzeniach i planach. Olaf miał przejąć rodzinny interes, musiał się do tego przygotować, bo wykształcenie ogólne nie wystarczało. Edyta też chciała studiować. Cieszyli się, że jeszcze tylko kilka miesięcy i będą prowadzić życie studentów w dużym mieście, życie wolne od regulaminowych zakazów-nakazów, spotykać się w klubach i słuchać, słuchać muzyki, a kto wie, może nawet sami ją tworzyć?
--------------------------------------------------
Romek nie umiał wytłumaczyć milicjantom, dlaczego łódka się rozchybotała. Zanim doholował Edytę na brzeg, była już martwa. Nie wiedział, że nie umiała pływać...



wtorek, 5 sierpnia 2014

Szachy


Zimą zmrok zapada wcześnie. Przy kuchennym stole Mamusia zasiadała z nami do pchełek, czasem do warcabów, lubiliśmy też grać w chińczyka. Było wiele śmiechu, bo któż przy tej grze nie próbował niewinnych oszustw?! 

Szachy jednak były grą poważną dla ludzi poważnych, a tacy byli w naszym domu tylko dwaj: Tatuś i mój starszy brat. Prawie każdego zimowego wieczora ojciec z synem zasiadali do gry. Żeby móc lepiej obserwować zmagania czarnych z białymi, my z siostrą cichutko klęczałyśmy na pełnych poduszek siedzeniach krzeseł, opierając brodę na rączkach. Znałyśmy ruchy figur i pionów oraz jako-tako zasady gry, więc nasze bierne uczestnictwo nie było tak całkiem pozbawione sensu. Kiedy zaś starsi skończyli grę, mogłyśmy pobawić się w turnieje rycerskie lub „rozgrywać” własne partie.

Nasze domowe, rodzinne szachy były niezwyczajne. Przywykłam do nich od najwcześniejszego dzieciństwa i długo byłam przekonana, że tak właśnie wyglądają wszystkie szachownice i figury szachowe na całym świecie. Kiedy poznałam ich historię? Może podczas któregoś z tych wieczorów, kiedy Rodzice opowiadali swe wojenne przeżycia? Może od rodzeństwa? Nie pamiętam...
----------------------------------------
Gorący wiatr wdmuchiwal firanki do jadalni. Kończyliśmy niedzielny obiad. Był środek lata i wakacje, rodzina prawie w komplecie przy stole. Prawie, ponieważ brakło Tatusia...

Nagle we frontowych drzwiach stanął nieznajomy starszy pan i zapytał o Ojca. Mamusia znieruchomiała, jakby zobaczyła widmo. Wiedzieliśmy, że musi to być przybysz z daleka, skoro nie wiedział o śmierci tego, którego chciał spotkać. Mężczyzna, kiedy usłyszał, że Jan zmarł tak niedawno, biadał, że nie zdecydował się na odwiedziny w ubiegłym roku, tłumaczył, że odkładał podróż do lata, żałował, że nie zdążył.

Mamusia zaprosiła gościa do stołu. Przedstawił się nam i wyjaśnił powód swojej podróży. Otóż będąc coraz starszym i czując się zmęczonym chorobą, pragnął odszukać i odwiedzić swoich kolegów z obozu jenieckiego w Toruniu. Kiedyśmy to usłyszeli, zaczęliśmy prosić towarzysza niedoli naszego ojca o opowieści. Pan, którego nazwiska niestety nie pomnę, przytaczał znane i nieznane nam epizody z obozowego życia. W pewnym momencie przypomniał, że Jan zrobił szachownicę i figury do gry w szachy, która była odpoczynkiem i urozmaiceniem jenieckiej codzienności. Opisał dokładnie szachownicę. Słuchaliśmy tego ze wzruszeniem, aż wreszcie któreś z rodzeństwa przyniosło zestaw do gry i położyło na stole przed mężczyzną. Teraz on nie krył wzruszenia, biorąc do ręki figurki i szachownicę...
-------------------------------------------------
Najpierw szachownica. Jak każda, została podzielona na 64 kwadraty, lecz malowane były tylko „białe” pola na lekko żółty, a właściwie śmietankowy kolor, „czarne” pola zaś zachowały surową, ciemnobrązową barwę tworzywa, z którego została wykonana. A zrobił ją Tatuś z prostokątnego kawałka sklejki. Kwadratowe pole do gry wpisał w prostokąt i obwiódł linią. Pozostała część deski utworzyła jakby margines, pośrodku którego wyciął nożykiem napisy, a w wyżłobienia wpuścił czarną farbę. Pierwszy napis głosił: TORUŃ – FORT XIII, przeciwległy: STALAG – rok xxx. Słowo „stalag” było uzupełnione datą roczną, niestety, nie pamiętam, czy był to rok 1941, czy 1943. W każdym rogu deski Tatuś wyrzeźbił swastyki wpisane w koło. Data i miejsce powstania szachów tłumaczyły doskonale, dlaczego szachownica została przyozdobiona swastykami. Na odwrocie deseczki Tatuś-jeniec napisał kilka zdań wyjaśniających okoliczności powstania gry, a treść poświadczył swoim zamaszystym podpisem.*

Wszystkie figury i pionki wyrzeźbione zostały z kawałeczków drewna. Byłam świadkiem, kiedy w jakiś zimowy wieczór Tatuś powołał do istnienia szachowego konika z grupy białych, bo jego poprzednik zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Pewnie sturlał się ze stołu, wpadł do węglarki i spłonął wraz z brykietami w przepastnych czeluściach pieca kaflowego.

Patrzałam jak zaczarowana. Tatuś brał do ręki scyzoryk i po chwili z drewnianego klocuszka zaczął wyłaniać się koński łeb i uszy a migdałowe oczy patrzeć na świat, falować zaczynała końska grzywa... był to prawdziwy cud, bo nic nie wskazywało na to, że w tym małym drewienku tkwi zaklęty szachowy konik. I nikt o tym nie wiedział oprócz mojego Taty! Wkrótce figurka, a właściwie końskie popiersie, było gotowe. Teraz Tatuś cierpliwymi ruchami głaskał konika delikatnym papierem ściernym. W nagrodę za wierną asystę mogłam też gładzić końską grzywę i kark. Potem Tatuś osadził swe dzieło na cieniutkim gwoździku i zatknął na deseczce, na którą skapywała jasnożółta, a właściwie śmietankowa, farbka.

Następnego dnia wysuszony konik trafił do pudełka z grubej tektury. Nie pasował do starych, rozpamiętujących wciąż na nowo wojenne przeżycia, figurek. Długo zachowywał świeżą barwę zdradzającą jego młody wiek i brak doświadczenia. Wreszcie... przybrudził się a mieszkańcy kartonowego pudełka przywykli do niego i przestali wypominać mu młodość oraz brak wspomnień z Twierdzy Toruń.


PS *Przypomnieć sobie dokładnie treści tego osobliwego oświadczenia nie potrafię. Nawet odtworzenie go nie jest możliwe, gdyż cała gra „zniknęła” z domu. Nie wiem, co się stało z tą jedyną pamiątką po Ojcu z czasów wojny.

piątek, 1 sierpnia 2014

pory roku: lato

pory roku: lato
[Miasto Ocean]


mewy ślizgają się po niebie
pachną krewetki i pizza
fala spłukuje rozgrzane ciała
z obiektywów
dzieci trzymają rodziców za ręce
bo na świecie jest upiornie

...gorąco

ocean miarowo kołysze biodrami
podbiega spienionym szumem
cofam stopę przed parzącą meduzą
jeszcze wczoraj nie wiedziałam
że samotność jest gorzka
jak fala


lipiec 2010

sobota, 19 lipca 2014

Warta honorowa

Nie tak dawno opinia publiczna została zbulwersowana informacjami o wstrzymaniu prac poszukiwawczych Żołnierzy Wyklętych prowadzonych na cmentarzu na Służewie przez zespół profesora Krzysztofa Szwagrzyka. Z dość dziwnych i niejasnych powodów, posługując sie pretekstem, Instytut Pamięci Narodowej doszedł do wniosku, że najwłaściwszym organem do prowadzenia śledztwa nie jest IPN (sic!), a prokuratura powszechna. Szkielety, które udało się wydobyć grupie archeologów, zostały przejęte przez zakład pogrzebowy.

Czy może to oznaczać, że nie odbędą się poszukiwania szczątków Danusi Siedzikówny – „Inki” i Feliksa Selmanowicza – „Zagończyka” zapowiadane przez prof. Szwagrzyka na sierpień br. na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku?

Dlaczego Żołnierze Wyklęci tak długo nie mogą doczekać się imiennych mogił, a my, Polacy, oddania należnych Im honorów?

Tekst napisałam dokładnie rok temu. W warstwie historycznej oparty jest na prawdziwych wydarzeniach we wsi Stara Kiszewa na Pomorzu Gdańskim.


Warta honorowa




Odwiedziła go młodsza siostra. Cieszył się, że razem spędzą ten wieczór. W oczekiwaniu na Teatr Telewizji Bogdan bawił się pilotem. Z niepokojem oczekiwał spektaklu. Wracały strzępy zasłyszanych w dzieciństwie rozmów rodziców, fragmenty szkolnych opowiadań i harcerskich gawęd. Przypominał sobie swą pierwszą w życiu harcerską wartę honorową i nagle to irracjonalne, swędzące uczucie niepokoju przyjęło postać dziewczyny o imieniu Inka...

...Rodzeństwo w milczeniu wpatrywało się w wygaszony ekran telewizora. Słowa "Inki" - Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba... długo brzmiały im w uszach.

-------------------------------------------------------

Stara Kiszewa – bogata w historię wieś, malowniczo położona na ubogich glebach pogranicza Kaszub i Kociewia. Ludzie mówią tu po swojemu, nie wiedząc pewnie wcale, że ich mowa to poddialekt wysińsko-kiszewski. Niemal środkiem wsi leniwie płynie wąska, miejscami zdradliwa Wierzyca – lewy dopływ Wisły. Wije się wśród łąk, zakolami podbiega pod zwisające witki płaczących wierzb, obmywa z pluskiem trzcinowe chaszcze, wrzyna się w pola uprawne. Latem nad rzeką rozbrzmiewają wesołe głosy młodych ludzi, zmywających kurz po robocie w polu.

Teraz przez wieś biegnie droga asfaltowa. Wreszcie i tu dotarły długo zapowiadane i obiecywane przez partię i rząd postęp i nowoczesność! Boguś kręcił się z kolegami pomiędzy robotnikami, którzy wygładzali cuchnące piekielną smołą czarne mazidło, biegał w tę i z powrotem obok walca poruszającego się ruchem wahadła po nowej, ślicznej, pachnącej obietnicą wypraw w daleki świat, błyszczącej nawierzchni.

---------------------------------------

Wtedy do wsi i ze wsi prowadzila droga bita, tylko w centrum utwardzona kocimi łbami. Na bruku ślizgały się końskie kopyta, zgrzytały nieogumione koła wozów gospodarzy, podskakiwały wojskowe łaziki i ciężarówki, dzieci rozkrwawiały kolana.

W wielkiej sali, która pełniła rolę świetlicy, w domu należącym do pana Banacha, w niedzielny wieczór 19 maja 1946 roku miejscowy teatr amatorski dawał przedstawienie. Po spektaklu miała być potańcówka, więc sala była wypełniona. Nagle, wraz z początkiem II aktu, przedstawienie zostało przerwane. Do sali wtargnęło ponad 20 uzbrojonych mężczyzn w mundurach. Za nimi stanęła drobna dziewczyna z torbą medyczną i widocznym znakiem czerwonego krzyża na rękawie. Inni żołnierze otoczyli zabudowania. Był to 2. szwadron V Brygady Wileńskiej AK ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego” wraz z Danką Siedzikówną ps. „Inka”, sanitariuszką.

„Żelazny” stanął przed sceną i zapytał, czy jest na sali naczelnik poczty. Pan Dybowski wystąpił. Jeden z żołnierzy kazał mu prowadzić się na pocztę, miał odłączyć aparat telefoniczny. Porucznik wywołał wójta, sołtysa, członków milicji i PPR-u oraz urzędników UB. Wszyscy stanęli przed młodziutkim dowódcą. Miejscowi wskazali też ubeckiego kapusia. Zaczęto legitymować zatrzymanych.

Tymczasem pod salę Banacha podjechali urzędnicy NKWD i UB z Kościerzyny, zaalarmowani doniesieniami o zuchwałych akcjach „Żelaznego”, który tej jednej niedzieli, zanim dotarł do Starej Kiszewy, rozbroił posterunki MO w sześciu pobliskich wsiach, zdobywając wiele sztuk broni i kilka tysięcy sztuk amunicji! Przerażenie Rosjanina i towarzyszących mu Polaków nie miało granic. Również oni zostali zatrzymani.

„Żelazny” puścił wolno cywilnych urzędników gminy, członków partii i milicjantów. Ubowców i enkawudzistę wraz z kierowcą wyprowadzono na zewnątrz i rozstrzelano jako przedstawicieli policji politycznej obcego państwa. W ręce partyzantów wpadli: doradca szefa UB w Kościerzynie lejtnant NKWD Piotr Szindzin (Szyniedzin), komendant miejscowej placówki UB Jerzy Fajer, pracownicy UB - Zygmunt Mastalerz i Michał Safian, szofer Władysław Getczes (Geczasz) i ubecki konfident Jan Kujach.

----------------------------------

Mimo zimna i siejącego z ukosa drobnego deszczyku, Boguś prężył się w swoim nowym harcerskim mundurku. Był dumny. Stał na warcie. Nie tak dawno wstąpił do drużyny, a już drużynowy wybrał go do tego zaszczytu. Dziś w całej wsi wielkie poruszenie i święto – wreszcie ukończono nową szkołę, Tysiąclatkę! Uroczystość zgromadziła wielu mieszkańców całej gminy przed budynkiem Urzędu Gminy. Takie święto nie mogło obyć się bez gości, toteż przybyli przedstawiciele władz partyjnych i państwowych z powiatu, chyba też ktoś z województwa, z Kuratorium Oświaty. Wszyscy będą patrzeć na niego, może nawet będzie na zdjęciu w gazecie?

Nazwiska działaczy Polski Ludowej, którzy zginęli w obronie ojczyzny tu, w jego rodzinnej wsi, zamordowani przez bandytów od „Łupaszki”, Boguś i wszyscy uczniowie znali na pamięć. Przed każdym świętem państwowym uprzątali śmieci i porządkowali niewielki teren wokół kamienia, do którego była przytwierdzona tablica z informacją.

Przysłuchując się przemówieniom, Boguś chłonął historię męczeństwa i bohaterstwa Rosjanina i Polaków zamordowanych bestialsko przez bandytów z lasu i ich rzekomą sanitariuszkę, „krwawą Inkę”, która własnoręcznie strzelała w plecy bohaterów, usiłujących wyrwać się z rąk jej kolegów – akowskich oprawców. Zezłościło go bardzo to, co usłyszał o sanitariuszce, a to dlatego, że jego młodsza siostrzyczka miała na imię Inka. Naprawdę Ewelina, ale mama wołała ją tym, od dziś nienawistnym, imieniem.

Stojąc tak w deszczu druh Boguś zastanawiał się, czy zastrzelony i zostawiony przy drodze Jan Kujach to może krewny tego Kujacha, który mieszka w sąsiedniej wsi i naprawia buty? Nikt też nigdy mu nie odpowiedział, dlaczego jedno z nazwisk na tablicy pamiątkowej jest ruskie. Myślał, kogo mógłby o to zapytać, kto może pamiętać.

W domu spytał mamę, ale zamiast odpowiedzi oberwał ścierką i usłyszał zapowiedź, że jeżeli jeszcze raz będzie się tak głupio pytał, to mu ojciec odpowie. Boguś wiedział, co to znaczy. Nie próbował dociekać.

-----------------------------------------

* „Inka” została skazana na śmierć przez sędziego majora Adama Gajewskiego z oskarżenia prokuratora Wacława Krzyżanowskiego. Oskarżany w wolnej Polsce o udział w zbrodniach komunistycznych, został dwukrotnie uniewinniony.

* Prośbę do „Obywatela Prezydenta” Bieruta o ułaskawienie w imieniu Siedzikówny napisał jej obrońca z urzędu adwokat Jan Chmielowski. Dziewczyna odmówiła podpisania prośby.

* Wyrok śmierci został wykonany rankiem 28.08.1946 r. w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Dziesięcioosobowy pluton egzekucyjny chybił. Danuta Siedzikówna „Inka” oraz Feliks Selmanowicz „Zagończyk” zostali zastrzeleni strzałami w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego podporucznika Franciszka Sawickiego.

Ciała „Inki” i „Zagończyka” zostały pochowane w nieznanym miejscu.

* W 1991 r. Sąd Wojewódzki w Gdańsku uznał wyrok śmierci na „Inkę” za nieważny.

* 11.11.2006 r. „Inka” została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta”.

---------------------------------------





-----------------------------------

Wiele informacji zawarłam w aktywnych linkach. Poza tym korzystałam z publikacji pt. Pogranicza. Stara Kiszewa, Ośrodek KARTA, 2013, s.235-238.

Z ostatniej chwili, 5 marca 2015 r.

Grupa archeologów, którym przewodzi prof. Szwagrzyk, odnalazła prochy bohaterskiej nastolatki - Danuty Siedzikówny - Inki.

Cześć jej Pamięci!

Cześć i chwała bohaterom!

z Telewizji Polonia, program "Krótka historia" - fragment dokumentu o grupie "Żelaznego" działającego na terenie gminy Stara Kiszewa







piątek, 11 lipca 2014

Stop-klatka



Wydarzenia, którym towarzyszyły duże emocje, utrwalają się w naszym mózgu niczym na kliszy fotograficznej. W pamięci powstaje swoista stop-klatka z najdrobniejszymi szczegółami jak na przykład pora dnia, barwy czy nawet zapach.
Byłam wtedy kilkuletnią smarkulą, lecz dobrze pamiętam, gdzie byłam i co robiłam, gdy przez otwarte okno dobiegł mnie głos z radia informujący, iż Jurij Gagarin szczęśliwie powrócił  z Kosmosu na Ziemię.
Kiedy skończyła się telewizyjna transmisja z That's one small step for a man, one giant leap for mankind... wyszliśmy z domu, usiedliśmy na kamiennych schodkach i w tę nieco pochmurną noc wypatrywaliśmy księżyca, który przecież wyglądał tak samo jak zawsze, mnie jednak wydawał się inny, bo tej pierwszej wyprawy na księżyc nie dożył mój tatuś.

Niezwyczajna, dojmująca cisza bijąca od martwych dźwigów stoczniowych oraz porośnięte chwastami torowiska tramwajów powracają zawsze, gdy myślę o początkach Wielkiego Strajku.

W moim albumie są jeszcze inne "zdjęcia". Myślę, że wielu z nas chowa w zakamarkach pamięci jakąś ważną, najważniejszą stop-klatkę.

Wraz z upływem czasu emocje cichną, szczegóły bledną, tracą ostrość i wyrazistość, jednakże nie cichną i nie bledną przeżycia dotyczące tamtego sobotniego poranka…
Upłynęło wiele dni od tamtej soboty 10 kwietnia 2010 roku… i kiedy wspominam ten niezwyczajny ranek, towarzyszy mi to samo niedowierzanie i smutek, wstyd, upokorzenie i gniew, jak wtedy.
Smutne dni, trudne miesiące i lata. I choć czas próbuje zmienić w pamięci Ich twarze, zniekształcić brzmienie głosu, zatrzeć sylwetki, usunąć nazwiska, będę pamiętać wszystkich:
1. Lech Kaczyński - Prezydent RP
2. Maria Kaczyńska - Małżonka Prezydenta
3. Ryszard Kaczorowski - ostatni Prezydent RP na Uchodźstwie
4. Joanna Agacka-Indecka – prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
5. Ewa Bąkowska – przedstawicielka Rodzin Katyńskich
6. Andrzej Błasik – dowódca Sił Powietrznych RP
7. Krystyna Bochenek – wicemarszałek Senatu
8. Anna Maria Borowska – przedstawicielka Rodzin Katyńskich
9. Bartosz Borowski – przedstawiciel Rodzin Katyńskich
10. Tadeusz Buk – dowódca Wojsk Lądowych RP
11. ks. Miron Chodakowski – prawosławny ordynariusz WP
12. Czesław Cywiński – prezes Światowego Związku Żołnierzy AK
13. Leszek Deptuła – poseł
14. Zbigniew Dębski – członek Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari
15. Grzegorz Dolniak – poseł
16. Katarzyna Doraczyńska – urzędniczka Kancelarii Prezydenta RP
17. Edward Duchnowski – sekretarz generalny Związku Sybiraków
18. Aleksander Fedorowicz – tłumacz
19. Janina Fetlińska – senator
20. Jarosław Florczak – funkcjonariusz BOR
21. Artur Francuz – funkcjonariusz BOR
22. Franciszek Gągor – szef Sztabu Generalnego WP
23. Grażyna Gęsicka – posłanka, przewodnicząca Klubu Parlamentarnego PiS
24. Kazimierz Gilarski – dowódca Garnizonu Warszawa
25. Przemysław Gosiewski – poseł, wiceprezes PiS
26. ks. Bronisław Gostomski – proboszcz katolickiej parafii św. Andrzeja Boboli w Londynie
27. Robert Grzywna – członek załogi
28. Mariusz Handzlik – podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP
29. ks. Roman Indrzejczyk – duchowny katolicki, kapelan Prezydenta RP
30. Paweł Janeczek – funkcjonariusz BOR
31. Dariusz Jankowski – urzędnik Kancelarii Prezydenta RP
32. Natalia Januszko – członkini załogi
33. Izabela Jaruga Nowacka – posłanka
34. o. Jozef Joniec – duchowny katolicki, prezes Stowarzyszenia Parafiada
35. Sebastian Karpiniuk – poseł
36. Andrzej Karweta – dowódca Marynarki Wojennej RP
37. Mariusz Kazana – dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ
38. Janusz Kochanowski – Rzecznik Praw Obywatelskich
39. Stanisław Komorowski – podsekretarz stanu w MON
40. Paweł Krajewski – funkcjonariusz BOR
41. Andrzej Kremer – podsekretarz stanu w MSZ
42. ks. Zdzisław Król – duchowny katolicki, b. kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej
43. Janusz Krupski – kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych
44. Janusz Kurtyka – prezes IPN
45. ks. Andrzej Kwaśnik – duchowny katolicki, kapelan Federacji Rodzin Katyńskich
46. Bronisław Kwiatkowski – dowódca Operacyjnych Sił Zbrojnych RP
47. Wojciech Lubiński – lekarz Prezydenta RP
48. Tadeusz Lutoborski – przedstawiciel Rodzin Katyńskich
49. Barbara Maciejczyk – członkini załogi
50. Barbara Mamińska – dyrektor w Kancelarii Prezydenta RP
51. Zenona Mamontowicz-Łojek – prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej
52. Stefan Melak – prezes Komitetu Katyńskiego
53. Tomasz Merta – podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego
54. Andrzej Michalak – członek załogi
55. Dariusz Michałowski – funkcjonariusz BOR
56. Stanisław Mikke – wiceprzewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
57. Justyna Moniuszko – członkini załogi
58. Stanisław Nałęcz-Komornicki – kanclerz Orderu Wojennego Virtuti Militari
59. Aleksandra Natalli-Świat – posłanka, przewodn. Komisji Finansów Publ., wiceprezes PiS
60. Janina Natusiewicz-Mirer – działaczka społeczna
61. Piotr Nosek – funkcjonariusz BOR
62. Piotr Nurowski – prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego
63. Bronisława Orawiec-Loeffler – przedstawicielka Rodzin Katyńskich
64. ks. Jan Osiński – duszpasterz w katolickim Ordynariacie Polowym WP
65. ks. Adam Pilch – p.o. naczelnego kapelana ewangelickiego WP
66. Katarzyna Piskorska – przedstawicielka Rodzin Katyńskich
67. Maciej Płażyński – poseł, prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska, b. marszałek Sejmu
68. ks. Tadeusz Płoski – katolicki biskup polowy WP
69. Agnieszka Pogródka-Węcławek – funkcjonariuszka BOR
70. Włodzimierz Potasiński – dowódca Wojsk Specjalnych RP
71. Arkadiusz Protasiuk – dowódca załogi
72. Andrzej Przewoźnik – sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
73. Krzysztof Putra – wicemarszałek Sejmu
74. ks. Ryszard Rumianek – profesor teologii katolickiej, rektor UKSW
75. Arkadiusz Rybicki – poseł
76. Andrzej Sariusz-Skąpski – prezes Federacji Rodzin Katyńskich
77. Wojciech Seweryn – rzeźbiarz
78. Sławomir Skrzypek – prezes NBP
79. Leszek Solski – przedstawiciel Rodzin Katyńskich
80. Władysław Stasiak – szef Kancelarii Prezydenta RP
81. Jacek Surówka – funkcjonariusz BOR
82. Aleksander Szczygło – szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
83. Jerzy Szmajdziński – wicemarszałek Sejmu, wiceprzewodniczący SLD
84. Jolanta Szymanek-Deresz – posłanka
85. Izabela Tomaszewska – dyrektor w Kancelarii Prezydenta RP
86. Marek Uleryk – funkcjonariusz BOR
87. Anna Walentynowicz – współzałożycielka NSZZ „Solidarność”, Dama Orderu Orła Białego
88. Teresa Walewska-Przyjałkowska – wiceprezes Fundacji Golgota Wschodu
89. Zbigniew Wassermann – poseł
90. Wiesław Woda – poseł
91. Edward Wojtas – poseł
92. Paweł Wypych – sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP
93. Stanisław Zając – senator
94. Janusz Zakrzeński – aktor
95. Artur Ziętek – członek załogi
96. Gabriela Zych – przedstawicielka Rodzin Katyńskich

Cześć Ich pamięci!