Translate

wtorek, 5 maja 2020

Przemówienie ministra spraw zagranicznych wygłoszone na plenarnym posiedzeniu Sejmu RP, w odpowiedzi na mowę kanclerza Rzeszy A. Hitlera z dnia 28 kwietnia 1939.


Wysoka Izbo!

Korzystam ze zebrania Parlamentu, ażeby uzupełnić pewne luki w mojej pracy, jakie miały miejsce w ostatnich miesiącach. Bieg wydarzeń międzynarodowych uzasadniałby może więcej wypowiedzi ministra spraw zagranicznych niż moje jedyne expose w Komisji Spraw Zagranicznych Senatu. Z drugiej strony, ten właśnie szybki bieg wydarzeń skłaniał mnie do odraczania deklaracji publicznej do czasu, w którym główne zagadnienia naszej polityki przyjmą bardziej dojrzałą formę.

Konsekwencje, wynikające z osłabienia zbiorowych instytucji międzynarodowych i z głębokiej rewizji metod pracy między państwami, które zresztą niejednokrotnie w Izbach sygnalizowałem, spowodowały otwarcie całego szeregu nowych problemów w różnych częściach świata. Proces ten i jego skutki dotarły w szeregu ostatnich miesięcy aż do granic Rzeczypospolitej. To, co najogólniej o tym zjawisku można powiedzieć, streszczam w określeniu, że stosunki między poszczególnymi państwami nabrały bardziej indywidualnego charakteru, więcej własnego oblicza. Osłabione zostały normy ogólne. Po prostu rozmawia się coraz bardziej bezpośrednio od państwa do państwa.

Jeśli o nas chodzi - zaszły wydarzenia bardzo poważne.

Z jednymi państwami kontakt nasz stał się głębszy i łatwiejszy, w innych wypadkach powstały poważne trudności. Biorąc rzeczy chronologicznie, mam tu na myśli w pierwszej linii naszą umowę ze Zjednoczonym Królestwem, z Anglią. Po kilkakrotnych kontaktach w drodze dyplomatycznej, które miały na celu określenie zakresu naszych przyszłych stosunków, doszliśmy przy okazji mej wizyty w Londynie do bezpośredniej umowy, opartej o zasady wzajemnej pomocy w razie zagrożenia bezpośredniego lub pośredniego niezależności jednego z naszych państw. Formuła umowy znana jest panom w deklaracji premiera Neville Chamberlaina z dn. 6 kwietnia, deklaracji, której tekst został uzgodniony i winien być uważany za układ zawarty miedzy obydwoma Rządami. Uważam za swój obowiązek dodać tu, że sposób i forma wyczerpujących rozmów, przeprowadzonych w Londynie, dodają umowie wartości szczególnej. Pragnąłbym, aby polska opinia publiczna wiedziała, że spotkałem ze strony angielskiej mężów stanu nie tylko głębokie zrozumienie ogólnych zagadnień polityki europejskiej, ale taki stosunek do naszego państwa, który pozwolił mi z cała otwartością i zaufaniem przedyskutować wszystkie istotne zagadnienia, bez niedomówień i wątpliwości.

Szybkie ustalenie zasady współpracy angielsko - polskiej możliwe było przede wszystkim dlatego, że wyjaśniliśmy sobie wyraźnie, iż tendencje obu Rządów są zgodne w podstawowych zagadnieniach europejskich; na pewno ani Anglia, ani Polska nie żywią zamiarów agresywnych w stosunku do nikogo, lecz również stanowczo stoją na gruncie respektu dla pewnych podstawowych zasad w życiu międzynarodowym.

Równoległe deklaracje kierowników politycznych strony francuskiej stwierdzają, że jesteśmy zgodni miedzy Paryżem a Warszawą co do tego, że skuteczność działania naszego obronnego układu nie tylko nie może być osłabiona przez zmianę koniunktury międzynarodowej, lecz przeciwnie - że układ ten stanowić powinien jeden z najistotniejszych czynników w strukturze politycznej Europy.

Porozumienie polsko - angielskie przyjął pan kanclerz Rzeszy Niemieckiej za pretekst do jednostronnego uznania za nieistniejący układu, który pan Kanclerz Rzeszy zawarł z nami w roku 1934.

Zanim przejdę do dzisiejszego stadium tej sprawy, pozwolą mi panowie na krótki rys historyczny.
Fakt, że miałem zaszczyt brać czynny udział w zawarciu i wykonaniu tego układu, nakłada na mnie obowiązek jego analizy. Układ z 1934 r. był wydarzeniem wielkiej miary. Była to próba dania jakiegoś lepszego biegu historii miedzy dwoma wielkimi narodami, próba wyjścia z niezdrowej atmosfery codziennych zgrzytów i szerszych wrogich zamierzeń, w kierunku wzniesienia się ponad narosłe od wieków animozje, w kierunku stworzenia głębokich podstaw wzajemnego poszanowania. Próba sprzeciwiania się złemu jest zawsze najpiękniejszą możliwością działalności politycznej.

Polityka polska w najbardziej krytycznych momentach ostatnich czasów wykazała respekt dla tej zasady.

Pod tym kątem widzenia, proszę Panów, zerwanie tego układu nie jest rzeczą mało znaczącą. Natomiast każdy układ jest tyle wart, ile są warte konsekwencje, które z niego wynikają. I jeśli polityka i postępowanie partnera od zasady układu odbiega, to po jego osłabieniu, czy zniknięciu nie mamy powodu nosić żałoby. Układ polsko - niemiecki z 1934 r. był układem o wzajemnym szacunku i dobrym sąsiedztwie, i jako taki wniósł pozytywną wartość do życia naszego państwa, do życia Niemiec i do życia całej Europy. Z chwilą jednak, kiedy ujawniły się tendencje, ażeby interpretować go bądź to jako ograniczenie swobody naszej polityki, bądź to jako motyw do żądania od nas jednostronnych, a niezgodnych z naszymi żywotnymi interesami koncepcji stracił swój prawdziwy charakter.

Przejdźmy teraz do sytuacji aktualnej. Rzesza Niemiecka sam fakt porozumienia polsko - angielskiego przyjęła za motyw zerwania układu z 1934 r. Ze strony niemieckiej podnoszono takie, czy inne obiekcje natury jurydycznej. Jurystów pozwolę sobie odesłać do tekstu naszej odpowiedzi na memorandum niemieckie, która będzie dziś jeszcze będzie Rządowi Niemieckiemu doręczona. Nie chciałbym również zatrzymywać panów dłużej nad dyplomatycznymi formami tego wydarzenia, ale pewna dziedzina ma tu swój specyficzny wyraz. Rząd Rzeszy, jak to wynika z tekstu memorandum niemieckiego, powziął swoją decyzję na podstawie informacji prasowych, nie badając opinii ani Rządu Angielskiego, ani Rządu Polskiego co do charakteru zawartego porozumienia. Trudne to nie było, gdyż bezpośrednio po powrocie z Londynu okazałem gotowość przyjęcia ambasadora Rzeszy, który do dnia dzisiejszego z tej sposobności nie skorzystał.

Dlaczego ta okoliczność jest tak ważna? Dla najprościej rozumującego człowieka jest jasne, że nie charakter, cel i ramy układu polsko - angielskiego decydowały, tylko sam fakt, że układ taki został zawarty. A to znów jest ważne dla oceny intencji polityki Rzeszy, bo jeśli wbrew poprzednim oświadczeniom Rząd Rzeszy interpretował deklarację o nieagresji zawartą z Polską w 1934 r., jako chęć izolacji Polski i uniemożliwienia naszemu państwu normalnej, przyjaznej współpracy z państwami zachodnimi - to interpretacje taką odrzucilibyśmy zawsze sami.

Wysoka Izbo!

Ażeby sytuację należycie ocenić, trzeba przede wszystkim postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Bez tego pytania i naszej na nie odpowiedzi nie możemy właściwie ocenić istoty oświadczeń niemieckich w stosunku do spraw Polskę obchodzących. O naszym stosunku do Zachodu mówiłem już poprzednio. Powstaje zagadnienie propozycji niemieckiej co do przyszłości Wolnego Miasta Gdańska, komunikacji Rzeszy z Prusami Wschodnimi przez nasze województwo pomorskie i dodatkowych tematów poruszonych jako sprawy, interesujące wspólnie Polskę i Niemcy.

Zbadajmy tedy te zagadnienia po kolei.

Jeśli chodzi o Gdańsk, to najpierw kilka uwag ogólnych. Wolne Miasto Gdańsk nie zostało wymyślone w Traktacie Wersalskim. Jest zjawiskiem istniejącym od wielu wieków, i jako wynik, właściwie biorąc, jeśli się czynnik emocjonalny odrzuci, pozytywnego skrzyżowania spraw polskich i niemieckich. Niemieccy kupcy w Gdańsku zapewnili rozwój i dobrobyt tego miasta, dzięki handlowi zamorskiemu Polski. Nie tylko rozwój, ale i racja bytu tego miasta wynikały z tego, że leży ono u ujścia jedynej wielkiej naszej rzeki, co w przeszłości decydowało, a na głównym szlaku wodnym i kolejowym, łączącym nas dziś z Bałtykiem. To jest prawda, której żadne nowe formuły zatrzeć nie zdołają. Ludność Gdańska jest obecnie w swej dominującej większości niemiecka, jej egzystencja i dobrobyt zależą natomiast od potencjału ekonomicznego Polski.

Jakież z tego wyciągnęliśmy konsekwencje? Staliśmy i stoimy zdecydowanie na platformie interesów naszego morskiego handlu i naszej morskiej polityki w Gdańsku. Szukając rozwiązań rozsądnych i pojednawczych, świadomie nie usiłowaliśmy wywierać żadnego nacisku na swobodny rozwój narodowy, ideowy i kulturalny niemieckiej ludności w Wolnym Mieście.

Nie będę przedłużał mego przemówienia cytowaniem przykładów. Są one dostatecznie znane wszystkim, co się tą sprawą w jakikolwiek sposób zajmowali. Ale z chwilą, kiedy po tylokrotnych wypowiedzeniach się niemieckich mężów stanu, którzy respektowali nasze stanowisko i wyrażali opinię, że to „prowincjonalne miasto nie będzie przedmiotem sporu między Polską a Niemcami” - słyszę żądanie aneksji Gdańska do Rzeszy, z chwilą, kiedy na naszą propozycję, złożoną dn. 26 marca wspólnego gwarantowania istnienia i praw Wolnego Miasta nie otrzymuję odpowiedzi, a natomiast dowiaduje się następnie, że została ona uznana za odrzucenie rokowań - to muszę sobie postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Czy o swobodę ludności niemieckiej Gdańska, która nie jest zagrożona, czy o sprawy prestiżowe, czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da!

Te same rozważania odnoszą się do komunikacji przez nasze województwo pomorskie. Nalegam na to słowo „województwo pomorskie”. Słowo „korytarz” jest sztucznym wymysłem, gdyż chodzi tu bowiem o odwieczną polską ziemię, mającą znikomy procent osadników niemieckich.

Daliśmy Rzeszy Niemieckiej wszelkie ułatwienia w komunikacji kolejowej, pozwoliliśmy obywatelom tego państwa przejeżdżać bez trudności celnych czy paszportowych z Rzeszy do Prus Wschodnich. Zaproponowaliśmy rozważenie analogicznych ułatwień w komunikacji samochodowej.

I tu znowu zjawia się pytanie, o co właściwie chodzi? Nie mamy żadnego interesu szkodzić obywatelom Rzeszy w komunikacji z ich wschodnią prowincją. Nie mamy natomiast żadnego powodu umniejszania naszej suwerenności na naszym własnym terytorium.

W pierwszej i drugiej sprawie, to jest w sprawie przyszłości Gdańska i komunikacji przez Pomorze, chodzi ciągle o koncesje jednostronne, których Rząd Rzeszy wydaje się od nas domagać. Szanujące się państwo nie czyni koncesji jednostronnych. Gdzież jest zatem ta wzajemność? W propozycjach niemieckich wygląda to dość mglisto. Pan kanclerz Rzeszy w swej mowie wspominał o potrójnym kondominium w Słowacji. Zmuszony jestem stwierdzić, że tę propozycję usłyszałem po raz pierwszy w mowie pana kanclerza z dn. 28 kwietnia. W niektórych poprzednich rozmowach czynione były tylko aluzje, że w razie dojścia do ogólnego układu sprawa Słowacji mogłaby być omówiona. Nie szukaliśmy pogłębienia tego rodzaju rozmów, ponieważ nie mamy zwyczaju handlować cudzymi interesami. Podobnie propozycja przedłużenia paktu o nieagresji na 25 lat nie była nam w ostatnich rozmowach w żadnej konkretnej formie przedstawiona. Tu także były nieoficjalne aluzje, pochodzące zresztą od wybitnych przedstawicieli Rządu Rzeszy. Ale, proszę panów, w takich rozmowach bywały także różne inne aluzje, sięgające dużo dalej i szerzej niż omawiane tematy. Rezerwuję sobie prawo w razie potrzeby do powrócenia do tego tematu.

W mowie swej pan kanclerz Rzeszy jako koncesje ze swej strony proponuje uznanie i przyjęcie definitywne istniejącej miedzy Polską a Niemcami granicy. Muszę skonstatować, że chodziłoby tu o uznanie naszej de jure i de facto bezspornej własności, więc co za tym idzie, ta propozycja również nie może zmienić mojej tezy, że dezyderaty niemieckie w sprawie Gdańska i autostrady pozostają żądaniami jednostronnymi.

W świetle tych wyjaśnień Wysoka Izba oczekuje zapewne ode mnie, i słusznie, odpowiedzi na ostatni passus niemieckiego memorandum, który mówi: „Gdyby Rząd Polski przywiązywał do tego wagę, by doszło do nowego umownego uregulowania stosunków polsko - niemieckich, to Rząd Niemiecki jest do tego gotów”. Wydaje mi się, że merytorycznie określiłem już nasze stanowisko.

Dla porządku zrobię resumé.

Motywem dla zawarcia takiego układu byłoby słowo „pokój”, które pan kanclerz Rzeszy z naciskiem w swym przemówieniu wymieniał.

Pokój jest na pewno celem ciężkiej i wytężonej pracy dyplomacji polskiej. Po to, aby to słowo miało realną wartość, potrzebne są dwa warunki: 1) pokojowe zamiary, 2) pokojowe metody postępowania. Jeżeli tymi dwoma warunkami Rząd Rzeszy istotnie się kieruje w stosunku do naszego kraju, wszelkie rozmowy, respektujące oczywiście wymienione przeze mnie uprzednio zasady, są możliwe. Gdyby do takich rozmów doszło - to Rząd Polski swoim zwyczajem traktować będzie zagadnienie rzeczowo, licząc się z doświadczeniami ostatnich czasów, lecz nie odmawiając swej najlepszej woli.
Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor.









środa, 29 stycznia 2020

#Auschwitz75



Przemówienie Prezydenta RP Andrzeja Dudy na uroczystości 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady


Szanowni Ocalali Świadkowie Zagłady
Wasze Królewskie Mości
Wasze Książęce Wysokości
Szanowni Państwo Prezydenci, Premierzy, Ministrowie, Ekscelencje
Dostojni Goście
Panie i Panowie

„Na rampę zajechał właśnie pociąg. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi, ludzie szli. Kobiety, mężczyźni i dzieci. Wychodziłem nocą przed blok, w ciemności świeciły lampy nad drutami. Droga leżała w mroku, lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów. Ludzie szli i szli. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo, a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk. Przez dnie i noce ludzie szli. Na rampę nieprzerwanie przyjeżdżały wagony i ludzie szli dalej.”

Tak ukazał Auschwitz latem 1944 roku polski więzień tego obozu, pisarz Tadeusz Borowski. Tłumy ludzi idących, prowadzonych, zapędzanych na masową śmierć.
My w Polsce dobrze znamy prawdę o tym, co tu się działo, bo opowiadali nam to nasi rodacy, którym Niemcy wytatuowali obozowe numery.
Mija 75 lat od zakończenia tego potwornego, przerażającego, zbrodniczego koszmaru, który w tym miejscu rozgrywał się przez blisko 5 lat. Mijają już prawie trzy pokolenia od tamtego dnia, 27 stycznia 1945 roku, kiedy kilka tysięcy więźniów, wycieńczonych okrucieństwem oprawców, niewolniczą pracą, głodem i chorobami, doczekało się wreszcie wyzwolenia przez żołnierzy Armii Czerwonej.
Są tu dziś wśród nas ostatni żyjący Ocaleni, którzy przeżyli piekło Auschwitz, ostatni z tych, którzy na własne oczy widzieli Zagładę. Wśród nich ci, którzy doświadczyli losu narodu żydowskiego, o którym mówi Psalm 44: Zabijają nas przez cały dzień / Uważają nas za owce prowadzone na rzeź.
Zgromadziliśmy się tutaj, członkowie 61 Delegacji z całego świata, aby wspólnie uczcić Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu. Stajemy przed bramą obozu, w którym śmierć poniosło najwięcej ofiar i który stał się symbolem Zagłady. Składamy hołd wszystkim sześciu milionom Żydów zamordowanych w tym oraz innych obozach, gettach, miejscach kaźni, na ulicach miast, miasteczek. Stajemy tutaj przed Wami, czcigodni Ocaleni, aby w obliczu świadków Zagłady podjąć jeszcze raz zobowiązanie, podjąć zobowiązanie z myślą o tych, którzy zginęli, o Was, którzy ocaleliście, ale i o przyszłych pokoleniach.
Ludobójstwo popełnione tutaj przez funkcjonariuszy hitlerowskiej III Rzeszy pochłonęło ponad 1,3 mln ludzkich istnień. Byli wśród nich Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy, ale przede wszystkim Żydzi, których zgładzono tu przeszło 1,1 mln.  Mówimy o liczbach, a przecież to konkretni ludzie, ich losy, ich cierpienia. Mówimy o liczbach, choć zapewne nigdy nie poznamy ich dokładnie, ale mówimy o liczbach, bo jesteśmy w fabryce śmierci, bo liczby uzmysławiają nam przemysłowy charakter popełnionej tutaj zbrodni.
Holokaust, którego Auschwitz jest głównym miejscem i symbolem, był zbrodnią wyjątkową w całych dziejach ludzkości. Nienawiść, szowinizm, nacjonalizm, rasizm, antysemityzm przybrały tu postać masowego, zorganizowanego, metodycznego mordu. Nigdy indziej ani nigdzie indziej nie przeprowadzono eksterminacji ludzi w podobny sposób. Żydzi z Polski, Węgier, Francji, Holandii, Grecji i innych okupowanych krajów w całej Europie byli tu przywożeni bydlęcymi wagonami, poddawani selekcji i pozbawiani całego mienia i w ogromnej większości natychmiast zabijani w komorach gazowych i spalani w krematoryjnych piecach. Wszystko to trwało zaledwie godziny, kwadranse, minuty. Fabryka śmierci przez lata pracowała z pełna mocą: dymiły kominy, przetaczały się transporty, „ludzie szli i szli” tysiącami. Na śmierć.
Wszystko to dzisiaj trudno objąć umysłem. Ogrom dokonanej tu zbrodni przeraża, ale nie wolno nam odwracać od niej oczu. Nie wolno nam o niej nigdy zapomnieć.
Kiedy zbliżał się front, który miał położyć koniec zbrodni, sprawcy usiłowali zatrzeć jej ślady. Niszczyli budynki i dokumentację ludobójstwa. Zgładziwszy miliony, chcieli unicestwić także i pamięć o nich. To się jednak nie udało. Uratowani zostali świadkowie, z których ostatnimi jesteście Wy, czcigodni Ocaleni. I zachowane zostało to miejsce, materialny dowód i symbol Holokaustu.
Stajemy więc dziś tu, na terenie byłego niemieckiego obozu Auschwitz, stajemy wszyscy razem i pochylamy głowy przed cierpieniami ofiar tej strasznej, najstraszniejszej w dziejach zbrodni i w obliczu Ocalonych, w obecności ostatnich Świadków podejmujemy zobowiązanie na przyszłość.
W imieniu Rzeczypospolitej
* która pierwsza stała się celem agresji nazistowskich Niemiec,
* której terytorium znalazło się pod okupacją a naród został poddany terrorowi,
* która stworzyła największy w Europie konspiracyjny ruch oporu przeciwko niemieckiej III Rzeszy,
* której żołnierze walczyli przeciw Niemcom na wszystkich frontach II wojny światowej od jej pierwszego do ostatniego dnia,
* której 6 mln obywateli zginęło z rąk hitlerowców (w tym 3 mln Żydów), i
* która podejmuje wszelkie starania o zachowanie tego miejsca – terenu obozu Auschwitz oraz wszystkich innych miejsc zagłady byłych niemieckich obozów znajdujących się na naszych ziemiach
mam przywilej i zaszczyt ponowić zobowiązanie, które my, Polacy, przyjęliśmy na siebie już wtedy, kiedy dokonywał się Holokaust, kiedy nasi poprzednicy z narażeniem własnego życia nieśli ratunek mordowanym Żydom, jako pierwsi nieśli światu prawdę o Zagładzie i domagali się reakcji światowych mężów stanu i w którym to zobowiązaniu my, współcześni Polacy również ze względu na pamięć o naszych bohaterskich rodakach, takich jak Witold Pilecki czy Jan Karski, konsekwentnie trwamy.
W imieniu Rzeczypospolitej mam przywilej i zaszczyt ponowić zobowiązanie: zawsze pielęgnować pamięć i strzec prawdy o tym, co tutaj się wydarzyło.
Pragnę zaprosić dziś zgromadzonych tu dostojnych Gości, przedstawicieli innych państw i narodów a także instytucji międzynarodowych i wszystkich ludzi dobrej woli na całym świecie do udziału w tym dziele. Niech będzie to nasze wspólne zobowiązanie podjęte w obliczu ostatnich Ocalonych i Świadków. Nieśmy dalej w przyszłość przesłanie i przestrogę dla całej ludzkości, które płyną z tego miejsca: fałszowanie historii II wojny światowej, zaprzeczanie zbrodniom ludobójstwa i negowanie Holokaustu oraz instrumentalne wykorzystywanie Auschwitz do jakichkolwiek celów to bezczeszczenie pamięci ofiar, których prochy są tu rozsypane.
Prawda o Holokauście nie może umrzeć.
Pamięć o Auschwitz musi trwać, żeby zagłada nigdy więcej w historii świata się nie powtórzyła.
Raz jeszcze dziękuję Wam, czcigodni Ocaleni, za Wasze świadectwo i Waszą tutaj dzisiaj obecność.
Wieczna pamięć wszystkim ofiarom Auschwitz!
Wieczna pamięć ofiarom Holokaustu!



Przydatne linki


niedziela, 8 września 2019

Z przepisów mojej Mamy





Jabłko – chyba najbardziej popularny owoc jesieni, dostępny w naszych sklepach w wielu gatunkach od późnego lata do zimy. Z Polski lub z innych krajów europejskich, a nawet z Ameryki Południowej.

Owoc jabłoni może być kwaśny albo winny, słodki, słodkawy, chrupiący lub mięciutki, mączny albo soczysty, mały, duży, większy, czerwony, czerwono-zielony, żółtawy, złocisty, żółty, żółto-zielony, bordowy, gładki lub nakrapiany, krągły bądź gruszkowaty, do wyboru, do koloru, do smaku.







I nie muszę przypominać znaczenia i roli jabłka w literaturze i kulturze światowej – od jabłka zerwanego w Raju przez ciekawską i nieposłuszną Ewę, przez mitologię grecką, celtycką, rzymską po baśnie różnych narodów. Popularne są też liczne frazy z jabłkiem w roli głównej, np. „Jakie jabłko taka skórka, jaka matka taka córka” albo „Niedaleko pada jabłko od jabłoni” czy „Zbić kogoś na kwaśne jabłko”.

Używane w kuchniach różnych narodów od niepamiętnych czasów, ma najprzeróżniejsze zastosowania, ale dziś będzie ciasto z jabłkami. Jest szybkie i łatwe w przygotowaniu, a do pomocy można zaprosić dzieci.



Składniki:
1 kg jabłek
25 dkg cukru
4 jaja
25 dkg mąki
2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
olejek cytrynowy lub sok z cytryny









Przygotowanie:
Stosowną formę do ciasta wysmarować masłem, posypać mąką.
Jabłka obrać ze skórki, pokroić w talarki, wypełnić nimi formę. Jeśli jabłka są kwaśne, można posypać odrobiną cukru zmieszaną z cynamonem. Wedle upodobania. Oprócz cynamonu dodałam solidną garść rodzynek. Następnie kręcimy biszkopt z jajek i cukru, ubijając na biało. Kiedy krem gotowy, dodaje się po trochu mąkę, a kiedy cała „weszła”, zakrapiamy do smaku sokiem z cytryny lub olejkiem cytrynowym.



















Gotowy biszkopt wlewa się na jabłka. Trzeba delikatnie potrząsnąć foremką, aby ciasto wypełniło dokładnie wszystkie szczeliny między kawałkami owoców. Wkładać do wcześniej nagrzanego piekarnika. 45 minut pieczenia w temperaturze 180 stopni C powinno wystarczyć.


Ciasto można podawać jeszcze ciepłe z lodami waniliowymi, ale ja nie przewidziałam takiego wariantu.



Smacznego!




środa, 28 sierpnia 2019

Polska się kiedyś o nas upomni...

W 3. rocznicę pogrzebu Inki i Zagończyka





Jedyne zawiadomienie o pogrzebie, które wprawiło ją w jakiś rodzaj ekscytacji i z którego była zadowolona, brzmiało – Pogrzeb 28 sierpnia, przyjeżdżaj. Szykuje się wielkie wydarzenie. Będzie prezydent. Czekamy na Was z Bożeną i znajomymi.

Gdy po kilku godzinach jazdy wysiadła z pociągu, podszedł do niej siwy pan o wesołych oczach i mocno przytulił – Cześć, siostro!

Siedząc w wygodnym fotelu i pół drzemiąc, przypominała sobie ten wieczór sprzed kilku lat, gdy 
zasiedli we dwoje przed telewizorem. Po zakończeniu telewizyjnego spektaklu słowa Danuty 
Siedzikówny „Inki” – Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba – długo brzmiały im 
w uszach.

Wtedy kolejny raz analizowali stan wiedzy wyniesiony ze szkoły i porównywali z tym, czego dowiedzieli się o „Ince” już w wolnej Polsce. "Jedynie słuszną" wersję zdarzeń opowiadał nauczyciel historii w szkole gminnej, a jego opowieści zdawała się wtórować bez słów tablica upamiętniająca śmierć pięciu żołnierzy i jednej osoby cywilnej z rąk „bandytów” Łupaszki i „krwawej Inki”. Nie mówiono w szkole prawdy o tej dzielnej dziewczynie, ba! przedstawiano ją jako bezwzględną, żądną krwi sanitariuszkę, której postępowanie na polu walki przeczyło humanitarnej idei niesienia pomocy każdemu rannemu.

Aby uprawdopodobnić swą opowieść, peerelowscy propagandyści nadali jej przezwisko „krwawa Inka” i z niespełna osiemnastoletniej dziewczyny uczynili dorosłą i mściwą kobietę. Na lekcjach rodzeństwo nie miało możliwości dowiedzieć się, że ranny w potyczce z oddziałem Łupaszki żołnierz WP, którego „Inka” opatrzyła, zeznawał na jej korzyść i że jego uczciwe świadectwo zostało pominięte w oszukańczym procesie. Nie dowiedzieli się, że nastolatka nie załamała się w śledztwie, nie wydała nikogo ze swoich i nie podpisała prośby do „towarzysza prezydenta” Bolesława Bieruta o ułaskawienie.

***

Inka wiele razy zastanawiała się, czy naprawdę swoje imię zawdzięcza tej dzielnej dziewczynie z Podlasia? Rodzice czasem opowiadali o swoich przeżyciach w czasie II wojny światowej, lecz o tzw. utrwalaniu władzy ludowej – nigdy. Nie zdążyła zapytać, jak to było, a dziś już niczego się nie dowie…. Teraz, przed uroczystym pochówkiem „Inki” i „Zagończyka”, odczuwała satysfakcję, że nareszcie szczątki dziewczyny i mężczyzny zostaną pochowane z ceremoniałem przynależnym żołnierzom. Ich kości odnaleziono w miejscu, gdzie gdańszczanie od zawsze stawiali znicze – pod cmentarną alejką... zakopane wprost w ziemi, bez trumny, leżące przez siedemdziesiąt lat bez grobu i krzyża, jakby czekające, aż ktoś ich wreszcie odnajdzie. Nareszcie kończy się ta wyniszczająca niepewność i można z czystym sumieniem, że zrobiono co trzeba dla pamięci o Nich, składać kwiaty i palić im znicze – Feliksowi Selmanowiczowi i Danucie Siedzikównie.

***

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się Mszą świętą w Bazylice Mariackiej. Uliczki prowadzące do świątyni wypełniał szybko wzbierający tłum. W pewnej chwili kobieta zorientowała się, że oczekujący uformowali szpaler. Ponad głowami dostrzegła najpierw trumnę „Zagończyka” a potem „Inki”, niesione przez oficerów z Kaplicy Królewskiej do Bazyliki. Kamienna posadzka kościoła, który przechodził przez wieki z rąk do rąk, wygładzona milionami stóp wiernych, jest świadectwem siły wiary gdańszczan. Olśniewające bielą wnętrze zapiera dech. Bezskutecznie usiłowała sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz modliła się w tym kościele.




Podeszli pokłonić się kościom żołnierzy i zmówić wieczne odpoczywanie za ich dusze. Ich serca były przepełnione dziwną, jak na uczestnictwo w pogrzebie, radością, że mogą brać udział w tej uroczystości. Odczuwali wdzięczność dla pracowników IPN i wszystkich wolontariuszy, którzy z taką determinacją odnajdują szczątki ofiar zbrodniarzy UB. Była naprawdę rada, że los pozwolił jej uczestniczyć w pogrzebie jej imienniczki, której pamięć przez wiele dziesięcioleci była szargana i której prawdziwe życie poznała dopiero tak niedawno.

Żarliwie uczestniczyła w modlitwach, uważnie wsłuchiwała się w słowa wypowiedziane przez Prezydenta RP.



Tłum długo wychodził z kościoła formując kondukt żałobny. Inka wraz z bratem szła ulicami miasta za trumnami Danki Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza – razem z tysiącami innych ludzi, którzy zjechali z różnych stron kraju, Europy i świata, czując wielką satysfakcję, że mogą uczestniczyć w ich ostatniej drodze i że spełniają w ten sposób jakieś niepisane zobowiązanie wobec prochów wszystkich żołnierzy podziemia niepodległościowego.





środa, 10 lipca 2019

De profundis clamavi ad Te, Domine







Jan Kochanowski, Psałterz Dawidowy
PSALM 130, De profundis clamavi ad Te, Domine

W troskach głębokich ponurzony,
Do Ciebie, Boże niezmierzony,
Wołam, racz smutne prośby moje
Przyjąć w łaskawe uszy swoje!

Jeśli tej z nami surowości
Będziesz chciał użyć, jako złości
Nasze są godne: kto praw, Panie,
Przed srogim sądem Twym zostanie?

Aleś Ty Pan jest dobrotliwy,
Pan z przyrodzenia lutościwy,
Co przeciw Tobie u wszech ludzi
Uczciwość wielką w sercu budzi.

Cieszy mię, Panie, dobroć Twoja,
Cieszą mię słowa; dusza moja
Upatrzą Twego smiłowania
Barziej niż nocna straż świtania.

Barziej niż nocna straż świtania
Pragnie duch Twego smiłowania.
O Izraelu, niech się dzieje
Co chce, ty w Panu kładź nadzieje.

U Tego litość nieprzebrana,
U Tego pomoc nieczekana,
Ten miłosierdziu swemu g'woli
Ze wszech cię grzechów twych wyzwoli.

***

ks. F. X. Głodkiewicz, Śpiewnik Liturgiczny, 1867 r., s. 288-289.
Psalm 129, De profundis clamavi ad te, Domine

Z głębi do Ciebie wołałem Panie,
Ty racz wysłuchać moje wołanie.
Uszu swych nakłoń na moje modły,
Bo mi już srogie bole dobodły.
Jeśli pamiętać chcesz nasze złości,
Panie, któż ujdzie Twojej srogości?
U Ciebie jednak jest ubłaganie;
Przeto w zakonie szukam Cię, Panie.
Na słowie Pańskiem wszystko buduję,
I Pana mego wciąż wyczekuję.
Od rannej straży do późnej nocy,
Izrael Pańskiej czeka pomocy.
Pan miłosierdziem hojnie szafuje,
I łaską swoją nas odkupuje.
I On wybawi sam Izraela
Od nieprawości nieprzyjaciela.

***

10.04.2010

Joanna Agacka-Indecka – Ewa Bąkowska – Andrzej Błasik – Krystyna Bochenek – Anna Maria Borowska – Bartosz Borowski – Tadeusz Buk – Miron Chodakowski – Czesław Cywiński – Leszek Deptuła – Zbigniew Dębski – Grzegorz Dolniak – Katarzyna Doraczyńska – Edward Duchnowski – Aleksander Fedorowicz – Janina Fetlińska – Jarosław Florczak – Artur Francuz – Franciszek Gągor – Grażyna Gęsicka – Kazimierz Gilarski – Przemysław Gosiewski – Bronisław Gostomski – Robert Grzywna – Mariusz Handzlik – Roman Indrzejczyk – Paweł Janeczek – Dariusz Jankowski – Natalia Januszko – Izabela Jaruga Nowacka – Jozef Joniec – Ryszard Kaczorowski - Lech Kaczyński - Maria Kaczyńska - Sebastian Karpiniuk – Andrzej Karweta – Mariusz Kazana – Janusz Kochanowski – Stanisław Komorowski – Paweł Krajewski – Andrzej Kremer – Zdzisław Król – Janusz Krupski – Janusz Kurtyka – Andrzej Kwaśnik – Bronisław Kwiatkowski – Wojciech Lubiński – Tadeusz Lutoborski – Barbara Maciejczyk – Barbara Mamińska –Zenona Mamontowicz-Łojek – Stefan Melak – Tomasz Merta – Andrzej Michalak – Dariusz Michałowski – Stanisław Mikke – Justyna Moniuszko – Stanisław Nałęcz-Komornicki –Aleksandra Natalli-Świat – Janina Natusiewicz-Mirer – Piotr Nosek – Piotr Nurowski – Bronisława Orawiec-Loeffler – Jan Osiński – Adam Pilch – Katarzyna Piskorska – Maciej Płażyński – Tadeusz Płoski – Agnieszka Pogródka-Węcławek – Włodzimierz Potasiński – Arkadiusz Protasiuk – Andrzej Przewoźnik – Krzysztof Putra – Ryszard Rumianek –Arkadiusz Rybicki – Andrzej Sariusz-Skąpski – Wojciech Seweryn – Sławomir Skrzypek –Leszek Solski – Władysław Stasiak – Jacek Surówka – Aleksander Szczygło – Jerzy Szmajdziński – Jolanta Szymanek-Deresz – Izabela Tomaszewska – Marek Uleryk – Anna Walentynowicz – Teresa Walewska-Przyjałkowska – Zbigniew Wassermann – Wiesław Woda – Edward Wojtas – Paweł Wypych – Stanisław Zając – Janusz Zakrzeński – Artur Ziętek – Gabriela Zych

***

Mikołaj Sęp Szarzyński, [PIEŚŃ] IIII. PSALMU CXXX PARAPHRASIS
De profundis clamavi ad te, Domine


W grzechach srogich ponurzony,
Ze wnętrzności serca mego
Wołam, Boże niezmierzony!
Mego głosu rzewliwego
Racz słyszeć prośby płaczliwe,
A z miłosierdzia Twojego
Nakłoń ucho lutościwe!

Będzieszli chciał nasze złości
Ważyć, Ojcze dobrotliwy,
Wagą twej sprawiedliwości -
I któż tak będzie szczęśliwy,
Kto tak w cnotach utwierdzony,
Gdy przyjdzie na sąd prawdziwy,
By nie miał być potępiony?

Ale Ty, sędzia łaskawy,
Nie według szczerej srogości
Karzesz nasze błędne sprawy.
Zakon Twój pełen lutości
I wierne Twe słowa, Panie,
Że mię wyrwiesz z tej ciężkości,
Czynią mi pewne ufanie.

Przeto, choć zorza różana
Promienne słońce przywodzi,
Choć mgłą ciemną przyodziana
Noc z ciemnościami przychodzi,
Narodowi wybranemu
Niech wątpienie nie przeszkodzi?
Śmiele ufać Panu swemu.

Bowiem skarb jest nieprzebrany
Wieczne miłosierdzie Jego:
On nie leniw zgoić rany
I poddźwignąć upadłego;
On, prócz wszelkiego wątpienia,
Nie zapomni ludu swego,
Przywiedzie go do zbawienia.